Witryna korzysta z plików cookie. Korzystając z serwisu zgadzasz się na ich przyjmowanie. Więcej. ok

Polecane

11 szczerych zdjęć, które pokazują, jak naprawdę wygląda MACIERZYŃSTWO

11 szczerych zdjęć, które pokazują, jak naprawdę wygląda MACIERZYŃSTWO

Joga w łóżku – idealna zaraz po przebudzeniu się

Joga w łóżku – idealna zaraz po przebudzeniu się

Oto najlepiej dobrane pary do ŁÓŻKA ze względu na ZNAKI ZODIAKU

Oto najlepiej dobrane pary do ŁÓŻKA ze względu na ZNAKI ZODIAKU

Te książki warto kupić w MAJU

Te książki warto kupić w MAJU

13 części KOBIECEGO CIAŁA, na punkcie których wariują FACECI

13 części KOBIECEGO CIAŁA, na punkcie których wariują FACECI

Jak szybko zaoszczędzić pieniądze?

Jak szybko zaoszczędzić pieniądze?

KAMASUTRA na lato i upalne dni – 12 pozycji

KAMASUTRA na lato i upalne dni – 12 pozycji

Jakie witaminy warto przyjmować w okresie karmienia piersią?

Jakie witaminy warto przyjmować w okresie karmienia piersią?

Pokonaj nadwagę siłą natury – jakie składniki suplementów odchudzających naprawdę działają?

Pokonaj nadwagę siłą natury – jakie składniki suplementów odchudzających naprawdę działają?

12 codziennych ZNAKÓW, że Twój partner jest w Tobie ZAKOCHANY po uszy

12 codziennych ZNAKÓW, że Twój partner jest w Tobie ZAKOCHANY po uszy

Tatuaż linie – 10 inspiracji

Tatuaż linie – 10 inspiracji

11 typów MANICURE, które wywołują wstręt u FACETÓW

11 typów MANICURE, które wywołują wstręt u FACETÓW

13 znaków, że facet NIE JEST zainteresowany Tobą

13 znaków, że facet NIE JEST zainteresowany Tobą

16 wakacyjnych POZYCJI na szybki numerek w domu i w plenerze

16 wakacyjnych POZYCJI na szybki numerek w domu i w plenerze

12 ruchów PODCZAS gry wstępnej, KTÓRE rozpalą go na maksa

12 ruchów PODCZAS gry wstępnej, KTÓRE rozpalą go na maksa

5 sygnałów, że wasz SEKS jest beznadziejny…

5 sygnałów, że wasz SEKS jest beznadziejny…

Brian Scott w ormiańskiej kuchni

Brian Scott, krakowski dziennikarz uwielbia gotować. Na planie programu Etniczne Klimaty, gdzie gościł u polskich Ormian został dopuszczony do pomocy przy gotowaniu tradycyjnej ormiańskiej zupy o nazwie gandżabur.

– To kamienie jakieś? – pytał ciekawie zaglądając na zielone stożki w kuchennym  pojemniku pani domu, Romany Obrockiej. Mieszkanka Obornik Śląskich ma ormiańskie  korzenie, jej rodzina przybyła tu z miejscowości Kuty, dziś to Ukraina.

– To nie kamienie, to się nazywa churut, proszę powąchać, jak to ładnie pachnie…- śmieje się gospodyni. – Ma to po polsku jakąś nazwę? – pyta Brian. Churut to specjalna przyprawa. – Ugotowanie zupy to nie problem, gotuje się rosół, ściera churut i już jest gandżabur. Najwięcej czasu zajmuje przygotowanie tej przyprawy do zupy, czyli właśnie churutu, który nadaje smak zupie – wyjaśnia cierpliwie pani Roma. – A skąd pani ma tę przyprawę? – Brian nie daje za wygraną.

– Zrobiłam! Wzięłam 2 tygodnie urlopu i zrobiłam. To tyle trwa. Po pierwsze trzeba mieć litr mleka od krowy, mleko przegotować, zostawić, żeby ostygło i zalać połową  litra śmietany. Jak skwaśnieje, wędruje do lodówki lub do chłodnego pomieszczenia w piwnicy i powinno być codziennie przemieszane, warto sprawdzić nosem prawidłowość zapachu.  Tydzień, dwa  tygodnie, niech dobrze kiśnie, dobrze dojrzewa. Potem zbieramy na grządce pietruszkę, koper, seler i takie zioło tajemne ormiańskie czyli tarchun ( estragon). Wszystko płuczemy  bardzo dokładnie, obrywamy same listeczki i mielimy w młynku czy w maszynce – Roma Obrocka wylicza etapy powstawania churutu. Zmielone zieloności wsypuje się do zakwaszonego mleka, które w ten sposób zakwaszone nazywa się hulanką. – Zostawiamy dalej do kiśnięcia, w lecie, jak jest cieplutko – dzień, półtora wystarczy. Potem zaczynamy smażyć w miedzianym kociołku, albo w miedzianych patelniach, mam takie specjalne, na maleńkim ogniu – kończy opowieść gospodyni ormiańskiej kuchni. Brian Scott uznał, że to strasznie pracochłonne.  – No to dwa tygodnie,  trzeba wziąć urlop. Jak masa się zrobi bardzo gęsta, studzimy, formujemy takie gomułeczki, ustawiamy na deseczce, by suszyły się w przewiewnym ciepłym miejscu. Nie na słońcu, najlepiej pod dachem altanki albo na strychu – uśmiecha się pani Roma.

Brian zobaczył pokrojone ziemniaki, chciał wszystko wrzucać do aromatycznego rosołu… – Można powiedzieć tak, że są dwie wersje tej zupy – jedna luksusowa i druga, na co dzień. Wersja bardziej luksusowa to esencjonalny rosół, do tego się ściera na tarce churut, zalewa śmietaną. W międzyczasie robimy jeszcze małe pierożki z mięsem, uszka, bo zupę podaje się z uszkami. Gotuję też wersję inną, czyli zwykłą zupę kartoflaną, też tym zaprawiam i  jest bardzo smaczne – powstrzymała zapędy samozwańczego kucharza gospodyni. Brian sięgnął po łyżkę, pomlaskał smakując rosół. – To rosół na indyczynie, bo jest bardzo esencjonalny, jest
marchewka, por, pietruszka, przypalona cebulka, tak jak się należy. Churut już można wsypywać – przyzwala pani Roma. – Będę tarł churut, potem dorzucę, spokojnie, ja mam wprawę w tym. A to będzie gęste? – dopytuje Scott przy garnku z rosołem. – Nie będzie gęste, zabielimy to jeszcze śmietaną – mówi pani Roma. Brian prosi o długą łyżkę, mówiąc „Bo trzeba to chyba jakoś zmieszać, tak?" – Nie było takiego Ormianina jak ja? Może być taki czarny Ormianin? – pomlaskuje ze smakiem, fachowo mieszając rosołowy przysmak, ma powiedzieć, czy potrzeba  zakwasić (można zakwaszać kwaskiem cytrynowym, ale nie cytryną). – Ja nie wiem,
jak to ma smakować – broni się Brian. Gospodyni jest zadowolona ze smaku, jeszcze trochę pieprzu, soli dość, w zupie jest troszkę ziela, liść laurowy, trzeba dodać śmietanę. – Kiedy ta zupa jest jedzona? – pyta dziennikarz. – Jak pamiętam ze swojego domu jeszcze, była podawana w uroczyste dni, ale była gotowana często,  jak każda inna zupa, czasami w wersji mniej luksusowej. To była charakterystyczna potrawa  w Kutach, w ormiańskich domach – mówi Romana Obrocka. 

– Fajne te stożki, churut ładnie pachnie. Pietruszka, seler, estragon, koper i kwaśne mleko. Twarde! Chyba bym sam tego nie zrobił – podsumowuje Brian-kucharz. – Tak, twarde, bo suszone na słońcu. Musi się dać ścierać na tareczce! – uśmiecha się gospodyni.

W zupie powinno się znaleźć jedno uszko podwójne. Dałwat – uszko szczęścia. Wróżyło pomyślność jego zjadaczowi. Jak opowiadała Romie Obrockiej jej ciocia Nusia, prawie w każdym domu w Kutach gospodynie przerabiały pietruszkowe listki na gandżburową przyprawę. Gandżabur był ulubionym przysmakiem letników, przybywających z Warszawy do wówczas polskich, przedwojennych Kut na odpoczynek. – Bywali w świecie turyści porównywali jego smak z zupą żółwiową – zdradziła gospodyni ormiańskiej kuchni w Obornikach Śląskich. Bywały w różnych kuchniach świata Brian Scott nad tym porównaniem musie się zastanowić. Zupa
gotowana przez panią Romę z pomocą wyśmienitego kucharza, Briana, smakowała duszpasterzowi Ormian w Polsce, księdzu Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu. – Wziąłem dwie dokładki – przyznał ze smakiem.