Witryna korzysta z plików cookie. Korzystając z serwisu zgadzasz się na ich przyjmowanie. Więcej.
ok

Polecane

11 podniecających zdań, które działają na facetów bardziej niż COKOLWIEK INNEGO

11 podniecających zdań, które działają na facetów bardziej niż COKOLWIEK INNEGO

FACECI MÓWIĄ: 10 momentów, kiedy kobiety robią z siebie POŚMIEWISKO

FACECI MÓWIĄ: 10 momentów, kiedy kobiety robią z siebie POŚMIEWISKO

15 KŁAMSTW facetów, na które bardzo często NABIERAMY SIĘ

15 KŁAMSTW facetów, na które bardzo często NABIERAMY SIĘ

8 rzeczy, które naszym zdaniem podobają się facetom, ale jest ZUPEŁNIE INACZEJ

8 rzeczy, które naszym zdaniem podobają się facetom, ale jest ZUPEŁNIE INACZEJ

5 sobowtórów gwiazd, których nie da się odróżnić

5 sobowtórów gwiazd, których nie da się odróżnić

6 filmów ŚWIĄTECZNYCH, których prawdopodobnie nie znasz

6 filmów ŚWIĄTECZNYCH, których prawdopodobnie nie znasz

+10 ŚWIĄTECZNYCH gifów

+10 ŚWIĄTECZNYCH gifów

10 seks pozycji – najlepsze podczas okresu

10 seks pozycji – najlepsze podczas okresu

Seks podczas okresu? 7 rzeczy, które musisz wiedzieć

Seks podczas okresu? 7 rzeczy, które musisz wiedzieć

TOP 20 pozycji, których FACECI najczęściej szukają w INTERNECIE

TOP 20 pozycji, których FACECI najczęściej szukają w INTERNECIE

12 sukienek nie tylko na Święta – przegląd sieciówek

12 sukienek nie tylko na Święta – przegląd sieciówek

10 pozycji seksualnych – idealnych dla LENIWEJ kochanki

10 pozycji seksualnych – idealnych dla LENIWEJ kochanki

CZY wpadłaś mu w oko? 12 znaków, że TAK ! ! !

CZY wpadłaś mu w oko? 12 znaków, że TAK ! ! !

10 KOMPLEMENTÓW, które chce usłyszeć KAŻDY FACET

10 KOMPLEMENTÓW, które chce usłyszeć KAŻDY FACET

10 kobiecych SZTUCZEK podczas seksu, których FACET nigdy nie zapomni

10 kobiecych SZTUCZEK podczas seksu, których FACET nigdy nie zapomni

15 RZECZY, na które FACET zwraca uwagę, gdy widzi Cię pierwszy raz

15 RZECZY, na które FACET zwraca uwagę, gdy widzi Cię pierwszy raz

Turystyczna Tajemnica Heweliusza

Mówienie o polskim Titanicu byłoby oczywiście grubą przesadą, ale zatonięcie Heweliusza było jednak największą katastrofą morską w historii polskiej żeglugi powojennej. Dlatego tak bardzo chcieliśmy zobaczyć ten wrak na własne oczy.

Zawsze też kołacze się gdzieś w głowie nadzieja, że może właśnie my odkryjemy coś nowego, znajdziemy coś, co pozwoli inaczej spojrzeć na ten wypadek. Bo przecież tragedia „Heweliusza” do dziś pozostaje niewyjaśniona.

Tak mówił Krzysztof Mann, kierownik wyprawy katowickich nurków, którzy wrócili właśnie z wyprawy do wraku promu „Jan Heweliusz”, który zatonął na Bałtyku w 1993 r. Statek, płynący ze Świnoujścia do Ystad, uległ katastrofie 14 stycznia, w pobliżu wyspy Rugia. Spośród 64 osób załogi uratowano zaledwie 9. Oficjalnie za przyczynę tragedii uznano błąd załogi, lecz im więcej czasu upływa od katastrofy, tym wyraźniejsze są głosy, że kapitan promu, Andrzej Ułasiewicz, który do ostatniej chwili stał na mostku kapitańskim, został kozłem ofiarnym, któremu przypisano całą winę. Spekulacje i domysły wzmaga fakt, że wraku promu nie wydobyto. Tym bardziej, że „Heweliusz” nie leży głęboko; spoczął na głębokości ok. 30 metrów, lecz kadłub sięga wysokości 18 m i niewiele ponad 10 m dzieli go od powierzchni wody. W sprzyjających warunkach, tj. przy dużej przejrzystości wody (bo ta jest na Bałtyku bardzo zmienna, może zmniejszyć się od 15 do 3 metrów w ciągu kilku godzin) pasażerowie przepływających w pobliżu statków mogą dostrzec rufę z wciąż czytelnym napisem „Jan Heweliusz”.

– Nasza wyprawa miała szczęście, bo trafiliśmy na dobrą pogodę, co w tej części Bałtyku zdarza się rzadko, codziennością są tu raczej sztormy. Sprzyjająca pogoda jest bardzo ważna, bo już samo nurkowanie we wraku jest wystarczająco emocjonujące i dodatkowe stresy są zbędne – uśmiecha się Krzysztof Mann. – Były sytuacje, że mimo iż prowadziłem przecież wyprawę doświadczonych nurków, w pewnych partiach wraku wszyscy jakoś dziwnie skupiali się koło mnie… Nurkowanie we wrakach jest bardzo specyficzne, ponieważ nie mamy tu do czynienia z otwartym akwenem i samą naturą, ale z elementem obcym, którym w tej naturze jest wrak. Nigdy nie wiadomo, jak jego konstrukcja zareaguje np. na dwutlenek węgla wydychany przez nurka. Na „Heweliuszu” przepływaliśmy pod potężnymi kontenerami które – wypełnione powietrzem – pływały sobie we wnętrzu wraku. Ale o ile w ubiegłym roku pływały jeszcze wszystkie, to teraz okazało się, że jeden z nich  w jakiś sposób stracił powietrze i spadł na dno. Łatwo sobie wyobrazić co by się stało, gdyby pod spodem znajdował się akurat nurek…

Aby nurkować we wrakach trzeba być już doświadczonym nurkiem – posiadać stopień AOWD (lub równoważny) albo specjalizację wrakową. Jednak „Heweliusz” uchodzi za stosunkowo bezpieczny do nurkowania, pod warunkiem ze przestrzega się zakazu zbyt głębokiej penetracji pokładu kolejowego. Wpływając na ten pokład od strony urwanej furty rufowej bezpiecznie można zajrzeć do maszynowni i obejrzeć straszliwie zmasakrowane samochody ciężarowe i wagony kolejowe do 1/3 jego głębokości. Z promu, jak dotąd, nic nie wydobyto; tuż po katastrofie Polskie Ratownictwo Okrętowe przeprowadziło jedynie
akcję oczyszczenia zbiorników i instalacji z ropy i produktów ropopochodnych. Ładunek – przewożone na promie  wagony kolejowe oraz 28 wyładowanych tirów  – pozostawiono pod wodą. To właśnie fakt, że niczego z „Heweliusza” nie usunięto, do dziś rozpala wyobraźnię nurków, a także – podsyca wciąż plotki i spekulacje wobec możliwej przyczyny katastrofy.

Heweliusz
Zdjęcie wraku

– Istnieje na przykład wersja, że na „Heweliuszu” przewożono broń i amunicję, czyli że kapitan uprawiał kontrabandę – mówi Krzysztof Mann. – To oczywiście bzdura, ale w przypadku takich niewyjaśnionych katastrof zawsze pojawiają się rozmaite teorie spiskowe. W przypadku „Heweliusza” rzeczywiście jest jakaś tajemnica, ale kryje się chyba raczej w dokumentach śledztwa i aktach prokuratorów, niż pod wodą. Istnieje takie powiedzenie, „że „Heweliusz” zatonął w morzu kłamstwa” i odnosi się do tego, że całe śledztwo wokół jego zatonięcia prowadzone było dziwnie; dopiero po kilku latach, i to za sprawą dociekliwych dziennikarzy, włączono do śledztwa pewne dowody, które przedtem próbowano ignorować. Coraz bardziej stawało się jasne, że przypisanie całej winy kapitanowi i błędom załogi nie jest słuszne. Prawdopodobnie winić należy wadliwą konstrukcję statku, a konkretnie warstwę betonu, którą podobno zalano pokład łodziowy po pożarze statku. Być może dlatego prom tak szybko wywrócił się  do góry dnem, gdy w pobliżu Rugii dostał się w centrum huraganu.

Katowiccy nurkowie tajemnicy „Heweliusza” oczywiście nie rozwiązali, można mieć jednak nadzieję, że zrobi to sąd. Ale już nie polski;  wdowy po marynarzach z „Heweliusza” złożyły bowiem skargę do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, powołując się na art. 6 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, gwarantujący prawo do rzetelnego procesu przed niezawisłym  i bezstronnym sądem. Zarzut, jaki sformułowały w skardze mówi, iż „procesy przed izbami morskimi były prowadzone w taki sposób, aby ukryć rzeczywiste, najprawdopodobniej techniczne przyczyny wypadku oraz uwolnić od zarzutów i winy” organy administracji państwowej i przedsiębiorstwa. Powódki wskazują też na dowody, których izby nie utrwaliły albo nie ujawniły oraz na świadków, których nie przesłuchano.

Krzysztof Mann przekonuje, że między bajki należy włożyć także opowieści o ekskluzywnych towarach, jakimi wyładowane miały być rzekomo przewożone na promie tiry. W rzeczywistości były to m.in. jarzyny, żarówki oraz preparaty krwi. Sam Mann najbardziej żałuje tego, że wydobył dokumentów, które dostrzegł w kabinie jednego z tirów. – Były to zapewne zwykłe dokumenty wozu i listy przewozowe, ale sam fakt, że przeleżały 11 lat w tym miejscu w doskonale zachowanym stanie kusił, by je wyciągnąć. Jednak wpłynięcie do tak ciasnej kabiny wydało mi się zbyt ryzykowne – mówi nurek. – Za to zabrałem na powierzchnię kilkadziesiąt zdjęć, które zrobiłem we wraku. Nie są najlepszej jakości, gdyż  przejrzystość wody pozostawiała w tym czasie nieco do życzenia, ale oddają klimat tej wyjątkowej podwodnej przygody. Na pewno będę chciał wrócić jeszcze kiedyś na „Heweliusza”.