
mój otworzył firmę w lipcu, po krótkim czasie zaprosił do współpracy swojego brata bo chciał mu pomóc i myślał że będzie łatwiej razem coś rozkręcać.
no i ta współpraca w telegraficznym skrócie się nie za bardzo układa. te cholerne spółki... a to jakieś niewyjaśnione sytuacje, a to jakieś wąty jeden na drugiego nadaje i odwrotnie. dochodziło do spięć...
dzisiaj A miał zrobić przed otwarciem zakupy - miałam go obudzić, jak zwykle z resztą, zjeść wspólnie śniadanko i miał wychodzić. a dziś, pechowo, nawet tego nie pamiętam, wyłączyłam rpzez sen budzik, pamiętam że niezbyt się czułąm i zasnęłam dalej. obudziłam się, A zaspał. Zerwał się z łózka, wściekły jak osa... szamotał się i wyszedł.
zadzwoniłam do jego brata i powiedziałam, że to przeze mnie on się spóźni, żeby mu pomógł (to nie jego brata zmiana) bo on nie da rady w tak krótkim czasie zrobić wszystkiego i otworzyć firmę na czas... to napisał "nie ma sprawy. ja i tak odchodze".
aż się popłakałam... mimo tego że A chciał odejść, mimo że jego brat jużw wcześniej mówił że odejdzie, wszyscy w rodzinie wiedzą że ta ich cała spółka nie przejdzie, że któryś z nich się wycofa prędzej czy później.
A ja czuje się winna dzisiejszej sytuacji, aż się poryczałam tak mi głupio i w ogóle... wiem, że tam się na pewno kłócą między sobą teraz, że są na pewno zgrzyty...
ech musiałam to wyrzucić:(
[ Dodano: 2010-10-28, 12:07 ]
mała ma czkawkę bo czuje to specyficzne pukanie na dole brzucha...