hejka
to i ja sie wtrace
w hiszpanii (gdzie mieszkam) dzieciaki tez zaczynaja "szkole" w wieku 3 lat. to jest, jak ich rocznik ma 3 latka, czyli tak jak jest to wszedzie ze szkola. Nie jest to obowiazek, gdyz ten jako taki jest w wieku wlasnie 6 lat, ale z zasady dzieciaki w tym wieku wlasnie ida do szkoly, ktora jest powiedzmy odpowiednikiem polskiego PRZEDszkola. Wczesniej jednak b. duzo dzieci chodzi do tutejszego przedszkola, czyli zlobka, jest b. popularne, ze jesli nawet mamy nie pracuja to posylaja dwulatki do zlobka... w zlobku dodam, w wieku wlasnie dwoch lat, dzieci maja swoje ksiazki, zajecia, ktore wprowadzaja je w rytm "szkolny" - w okreslonych godzinach maluja, rysuja, ucza sie wierszykow i ... angielskiego.
W wieku 3 lat dla wiekszosci maluchow przejscie do "szkoly" to trauma. duzo zalezy od dziecka i - chyba przede wszystkim - od doroslych. Wiekszosc dzieci, u ktorych rodzice "lamentowali" nad rozpoczeciem roku, plakalo. Natomiast dzieciaki rodzicow z usmiechem na buzi - szly bardziej zaciekawione, niecierpliwe, z radoscia. Wiekszosc z nas, rodzicow, po zamknieciu drzwi placowki, plakalo... dzieciaki po 5 min wariowaly
Czy jest roznica miedzy szkolami w roznych krajach? Nie wiem, na czym ma polegac ta roznica... no, sa inne lawki, inne krzeselka, inni ludzie, nawet - wiecie? - inny klimat. Ale to chyba nie ma znaczenia. zdecydowanie rozna jest mentalnosc ludzi. Moja pannica jak tylko rozpoczela szkole (3 lata) miala inny podzial dnia - byl czas na bajke, pozniej czas na prace a po przerwie - czas na zabawe. glownie jednak placowki nastawione sa na nauke, nie na zabawe, czyli czytamy, opowiadamy historie na wybrany temat przez pania itp itd, uczymy sie szlaczkow a pozniej literek. Po zakonczeniu pierwszego roku kazde dziecko potrafi podpisac sie swoim imieniem - co nie znaczy, ze potrafia pisac, po prostu znaja "wyglad" swojego imienia i potrafia to narysowac. w wieku 4 lat musza napisac wszystkie samogloski, zaczynaja sylaby najprostsze, wiekszosc dzieci zna wiekszosc literek z alfabetu i potrafi napisac wyraz, ktory literuja rodzice. Ucza sie tez matematyki, znaja cyferki i potrafia dodawac i odejmowac do 10 (oczywiscie z roznym skutkiem, ale ogolnie - maja taki material). W nastepnym roku - czyli pieciolatki, co bedzie zerowka wkrotce w pl - dzieciaki maja sie nauczyc juz pisania i czytania samodzielnego, tak, zeby wchodzac do pierwszej klasy miec juz te umiejetnosc w pewnym stopniu opanowana. I tak jest dosyc duzym stresem zmiana szkoly (nasza szkola ma dwa oddzialy - dla malych i "duzych" dzieci, jest to ten sam budynek ale skrzydla sa oddzielne i dzieciaki w zasadzie nie maja kontaktu), pierwsze miesiace sa "spokojne" - przystosowawcze. dzieci, ktore wczesniej nie nauczyly sie czytac i pisac (w zasadzie te, ktore nie chodzily wczesniej do szkoly) maja intensywny kurs czytania i pisania

z opowiesci innych rodzicow wiem, ze w dwa miesiace poziom w zasadzie sie wyrownuje...
Jedyne "ale" jakie moge miec do systemu polskiego to... zmianowosc. tak male dzieci nie moga miec roznych godzin zajec, powinny miec ustalone z gory, ze siedza w szkole np. od 8 do 16... a tak poza tym, to szkoly sa podobne, lawki i krzeselka "duze", w zasadzie jak sie patrze na klasy, to nie odbiegaja wyposazeniem od tego, co ja sama pamietam z podstawowki... no, moze kolory scian sa "ladniejsze"
Powiem wam, ze o tyle, o ile nie "szokuje" mnie fakt pojscia szesciolatkow do szkoly, o tyle stresem dla mnie bedzie poslanie mlodszego syna do szkoly w wieku 3 lat... cora szybko zrzucila pieluchy, ladnie mowila i w ogole - ze tak powiem - byla gotowa. maly... jest z konca grudnia i o ile fizycznie nie bedzie odbiegal od reszty, o tyle "intelektualnie" - bardzo. moze przesadzam - maly ma teraz 19 mcy - bo Sergio ma jeszcze czas zeby "dojrzec", ale on bardzo malo mowi, zdecydowanie nie ma szans na sciagniecie pieluchy w tym roku (nie sygnalizuje swoich potrzeb) no i jest po prostu takim malym urwisem, ktorego panie w zlobku maja "dosyc", ze wzgledu na jego zywiolowosc. Carmen miala w klasie dzieci o temperamencie syna i .. zdecydowanie "przeszkadzaly" w zajeciach. Dlatego juz moge sie nastawic na wieczne "wezwania" na dywanik
Tak wiec drogie mamy, moim zdaniem wasza rola teraz musi polegac na przygotowaniu waszych maluszkow na spotkanie ze szkola. Nastawic je na wielka przygode. Powoli uczyc literek, cyferek, bawic sie z nimi w "szkole", zeby wiedzialy, co to za stwor. Obejrzec "awanture o Basie". ogolnie - podejsc do tematu spokojnie i jak najlepiej nastawic dzieci do tego faktu... Jak zostaniemy babciami to fakt 6sciolatkow w pierwszej klasie nie bedzie szokujacy, wtedy pewnie znow bedzie jakas reforma i nasze dzieci beda psioczyc na biurokracje
