20 mar 2007, 13:16
Asiula, gratuluję!
Basiu, Leatka ma rację co do obecności pieska. Moi znajomi wychowują swoją córeczkę z pieskiem (szczeniaczkiem, oczywiście zbadanym dokładnie przez weterynarza i zaszczepionym). Mała jest przeszczęśliwa jak raczkuje na podłodze a obok niej żywy futrzak się bawi. Ja też bym tak chciała, ale niestety mieszkamy w bloku i wizja spacerów z psem w taką pogodę jak dziś przeraża mnie. Ale jak będziemy mieli domek, to będą piesy i koty :).
Zazdroszczę Wam rodzinki i przyjaciół, my tutaj mamy tylko (albo aż) znajomych. I tak naprawdę nie bardzo mam z kim (oprócz męża of korsik) przeżywać swoją ciążę. Rodzina daleko (i moja i Krzysia), a moje dwie przyjaciółki zostały w Wawie i teraz tylko dzięki telefonom i netowi mamy kontakt, bo spotkania są dość rzadkie. Jeszcze z jedną z nich ciężko mi rozmawiać na temat ciąży, bo ona prawdopodobnie nie może mieć dzieci. Starają się z mężem już z 1,5 roku, teraz robią badania... Wiem, że ona cieszy się moim szczęściem, ale płacze za każdym razem jak rozmawiamy... I przeprasza mnie za to... Ostanio też przestała dzwonić, żeby mnie nie smucić i nie denerwować... Kontakt mamy dzięki temu, że ja się odzywam. Mam nadzieję, że nie stracę przyjaciółki, choć widzę, że się oddalamy :ico_placzek: Mi też jest głupio dzielić się swoją radością; nie chcę jej sprawiać przykrości. Ostatnio poznała małżeństwo, które ma taki sam problem jak ona i jej mąż i jest zadowolona, że ktoś ją rozumie... No tak, jak to mówią, syty głodnego nie zrozumie, choć myślę, że mam w sobie wystarczająco dużo empatii... Trudno jest znaleźć dopowiednie słowa w takiej sytuacji....
Przepraszam, że tak smęcę, ale jakoś musiałam się wygadać. Dobrze, że jesteście :ico_buziaczki_big: