Asika, nie no, gary i ściery to mój małż obsłuży w razie potrzeby... Na Wigilię, czy jak się to tam nazywa idziemy do teściowej... Taki był plan i nie zmieniamy go... Nawet dobrze, bo u nas tej kolacji raczej by nie było... W ogóle nas te święta nie ruszają, ale mamy jeszcze dwójkę dzieci, które pomimo zrozumienia sytuacji powinny czuć, że są święta... Dla nich się staramy... Muszę tylko jakoś dom udekorować, żeby miały tę namiastkę...
Z laktacją wygląda to tak, że w zasadzie sama się jeszcze w poniedziałek przed wtorkowym porodem zatrzymała... Piersi sflaczały, przestało cokolwiek lecieć... Dali mi jeszcze na wszelki wypadek lek hamujący, łykam, bo mam rozum, ale w zasadzie to profilaktycznie bardziej niż z potrzeby... Szczerze mówiąc, gdybym jeszcze z tym musiała się zmagać, na łeb dostałabym kompletnie... Dziecka nie ma, a piersi pełne...? Horror......
Evik, babcia, instytucja niezastąpiona... Cieszę się, że dotrzyma Wam towarzystwa... :ico_brawa_01:
karola, widze ze powoli wychodzisz do tych bardziej porabanych ludzikow, jeszcze troche i do normalnych juz wyjdziesz z checia, bo od nas to tylko mozna zwariowac :-D :ico_oczko:
Ja sama też już jestem tak w czachę rąbnięta, że Wasze towarzystwo mi nie zaszkodzi... A z całą resztą, poza domownikami nie mam jeszcze ochoty się komunikować... Wczorajsze zakupy odbiły mi się w nocy, bo nie mogłam spać... Jestem twarda, ale jeszcze nie gotowa na takie starcia z rzeczywistością... Zmieniłam dzisiaj kierunek zakupów i poprosiłam małża, żeby mnie tu i tam podwiózł... Ryczę co chwila, wyglądam jak wymoczek, sprzed stanu ciąży zjechało ze mnie już 10 kg... Trzy dni temu było -8... Dzisiaj -10... Jak tak dalej pójdzie, to sama skóra i kości... To niech mnie taką oglądają obcy, a nie kupa znajomych z dzielnicy... Nie drażnią mnie współczucia, łzy innych... Drażni mnie mój stan i nie chcę ludziom swoim ponurym widokiem kolejnej trosski dokładać... Wiem, porąbana jestem... Sama w bólu i łzach, a jeszcze o innych się martwię... Tak już mam :ico_puknij: Nic na to jednak nie poradzę...
Osita, 6ty, a 16ty, to jakby wielka różnica... Bo gdyby do 16go dołożyć 10-14 dni możliwych na przenoszenie, a termin faktycznie jednak wskazywałby na 6go, to cholera, urodziłabyś w 43 tygodniu... Niech się tam ktoś zdrowo w łeb palnie, bo mi ręce opadają...
Mam nadzieję, że w piątek już tam zostaniesz i Ciebie rozpakują... :ico_sorki: :ico_sorki: :ico_sorki:
[ Dodano: 2008-12-17, 12:57 ]
A o kanapeczkach mowy nie ma :ico_puknij: Co to, to nie :ico_nienie:
Trzymam Cię za słowo...