22 cze 2012, 10:51
witam z rana, jak Agatka pozwoli to opiszę poród :ico_oczko:
ona leży najedzona i przewinięta ale i tak rączki zjada bo cysia chce :ico_haha_01: póki nie płacze to klikam :ico_oczko:
Quanchita, kolacyjka pychotka. pępek 4 doby to chyba mega szybko, czytałam że normalnie tak 10-14 dni :ico_szoking: mam nadzieję że w przyszłym tyg odpadnie :ico_sorki: w sumie nie jest upierdliwy ,ale te kąpiele :ico_oczko:
Agatka spała dziś od 21 do 8 z kilkoma przerwami na jedzenie i dwie kupy :ico_oczko: wstałyśmy ok.8mej i do teraz bryka. Jest taka kochana że bym ją schrupała :-D
mam nadzieję że uśnie koło 11tej i pośpi do 14tej to akurat będę miała czas dla starszaka bo on jest tak strasznie mamy spragniony że :ico_olaboga:
Laupina, ja już nie chcę więcej dzieci. może gdyby bocian przynosił. na trzeci poród się nie piszę :ico_nienie: :ico_haha_01:
a więc opis:
w poniedziałek te nieregularne skurcze trzymały mnie całe popołudnie. wieczorem jak smyk padł a ja siadłam przed tv to one jakieś takie bardziej regularne sie zrobiły, co 10-15 min i trzymały ok 40s. czekałam aż M. z pracy wróci żeby zrobić "próbe prysznicową"- czy woda je wyciszy czy nie. koło 22giej wskoczyłam pod prysznic, no i jak wyszłam to załamka bo skurcze co 20 min i prawie niebolesne. wkurzyłam sie i przed północą postanowiłam iść spać. i tu szok. jak sie położyłamto skurcze nagle co 7 min i wydawały mi się bardzo bolesne (o ja głupia i naiwna :ico_haha_01: ). M. jak zobaczył że ja mam te skurcze co chwile to zaraz chciał wołać sąsiadke do smyka i gnac na Kraków, ja że nie bo chce spać :ico_oczko: no ale skurcze spać już nie dały to sie zebraliśmy i w droge. Kraków w nocy cudny do jazdy, pustki totalne :ico_sorki: w aucie skurcze już co 5-6 min, dotarliśmy na miejsce w godzinkę. na Ujastku zaspany lekarz mne zbadał i mówi "począteczek, przyjmiemy pania, jak sie nie rozkręci damy oksytocyne". ja myślę "chłopie jaki począteczek, mnie boooli!"
poszliśmy na sale przedporodową i tam sie zorientowałam że moje skurcze gdzieś znikają. wystraszyłam sie nie na żarty że ustało ale to tylko z emocji było bo potem wróciły :ico_sorki:
niestety trafiła mi się położna rzeznik, tak mnie zbadała że myślałam że chce Agatke wyjąć przy 3 cm rozwarcia (bo tyle miałam wtedy). .
wygoniłam M. do domu żeby starszaka odwiózł do pkola i zabrał mi jakiś prowiant bo bylam pewna że czeka mnie długi poród.
ok. 6tej rozwarcie 5 cm. skakałam na piłce,. pomagałą w rozwieraniu i jakoś ulge przynosiła.
ok 8mej wizyta- 6cm , główka pięknie przyparta, oksy nie trzeba :ico_sorki:
przyszła położna- na szczęście na dziennej zmianie była kobieta anioł. poleciła mi żebym pod prysznic wlazła i polewała brzuch- jaka ulga!!!!
ok 9tej zaczał sie hardkor! skurcze co 2 min i bolesne także chciałam odgryzc palce sobie M. przyjechał akurat w tym momencie więc trochę go wymęczyłam jojczeniem :ico_oczko:
gdzieś po 10tej czy przed 11ta położna mnie zbadała i mówi żebym spróbowała poprzeć, ja jej że nie umiem :ico_noniewiem: jakoś mnie zmotywowała, stwierdziła na tym parciu pełne rozwarcie i mówi "choć na porodówkę". A tu moja psycha mnie zawiodła.totalnie wymiękłam i mówię że nie idę, bo mnie boli, nie urodzę bo nie dam rady itp. M. się do dziś ze mnie śmieje, a i ja uważam teraz że byłam zabawna :ico_oczko:
położna wspólnie z M. jakoś mnie przetransportowali na ten piękny porodowy fotel, ja usilnie starałam sie im wytłumaczyć że to nie ma sensu bo ja nie dam rady- nie wiem co mi odbiło :ico_olaboga:
[ Dodano: 22-06-2012, 10:58 ]
no i tampołożna była cudna, tak mnie motywowąła. ja nie chciałam przec a ta mi mówi że robię to świetnie i że ona widzi czarne włosy Agatki, że zaraz wyjdzie itp. za wszelką cene starała sie też nie naciąc no i sie udało. lekarz był przy mnie i na 4tej fazie parcie pomógł wyprzeć Agatke popychając jątroche (wiem że to nie do konca dobra praktyka ale i Patryk i Agatka byli tak wspomagani i dzięki temu rodziłam krótko- w obu przypadkach faza parta to 10 minut)
jak Agatka wyszła i położyli mi ją na brzuch to już nie pamiętam bólu, pamiętam że tak ciuchutklo płakała, prześlicznie :-D i taka drobniutka sie wydałą. wzieli ją powycierać i zważyc- z tego wszystkiego pomiarów nie zapamiętałam. dostałąm ją na klate na chwile a potem jak gin mi szew zakładał to niunie ubrali. pojechałyśmy na sale i już się mogłyśmy karmić. wstałam po ok 2-3 godz i już byłam normalnie na chodzie :ico_sorki:
ogólnie poród łatwy dość ale moj kryzys w fazie partej zaskoczył mnie bardzo :ico_szoking:
M. stał przy mojej głowie do wyjścia Agatki, pępowiny nie przeciął- sama się bałam że zemdleje. na szycie wrócił na przedporodową i popakował mi rzeczy.
bez niego sobie tej koncówki nie wyobrażam :-)
[ Dodano: 22-06-2012, 10:59 ]
Mam nadzieję że opis nie jest zniechęcający ani przerażający. Dzidzia jest najpiękniejszą nagrodą za wszelki trud :ico_sorki:
[ Dodano: 22-06-2012, 11:03 ]
Agatka w czasie mojego pisania zasnęła :ico_sorki: :-D