Dzięki dziewczyny :ico_buziaczki_big:
Tylko że u mnie jest tak, że mówić coś do piotrka to jak grochem o ścianę. Nic do niego nie trafia! Bez obaw mogę go nazwać "synusiem mamusi", bo osoba o takim syndromie zachowuje się właśnie w ten sposób, tzn. egoistyczny, najważniejszy, najmądrzejszy, ja w jego mniemaniu jestem przedmiotem i jakąś szmatą (przepraszam za słownictwo), którą można pomiatać. Ja wiem, że większość facetów tak właśnie się zachowuje, ale to, co on wyprawia, to przechodzi ludzkie pojęcie! Gdyby ciągle nie pracował i nie chodził na te swoje studia, to podejrzewałabym go o romans jakiś, bo bardzo brzydko ostatnimi czasy się do mnie odnosi i zauważyłam, że jestem dla niego wrogiem numer 1. Nie wyśpi się to się po mnie wozi, głodny jest- wozi się po mnie, śpiący jest- to samo, coś mu nie wyjdzie tak jakby chciał- to samo, zgubi coś- znowu się na mnie odbija. Do nikogo innego nie zwraca się tak, jak do mnie, czyli jednym słowem: przez zęby, z czerwoną ze złości twarzą i zaciśniętymi piąstkami. Dobrze, że nie zaczął jeszcze tupać, jak przedszkolak!
Oczywiście ja nie mówię, że jestem aniołkiem, bo już sama jestem zmęczona ciągłymi awanturami i siedzeniem z małym 24h na dobę, 7 dni w tygodniu (przez co jestem drażliwa i czasami, kiedy mam gorszy dzień to potrafię się wydrzeć, czy "na dzień dobry" poburczeć trochę). Ale piotrek mi w tym nie pomaga. Widzi się z Kubą godzinę dziennie, bo z pracy wraca o 18, a o 19 kąpiemy małego i do spania (często jest tak, że przyjeżdża o 19 albo 20, bo odczuwa potrzebę wykąpania się i zjedzenia obiadku w domu). W weekend zajmuje się nim przez MAXIMUM godzinę, bo do 18 zazwyczaj "odpoczywa" u rodziców w domu (przypominam że nadal nie mieszkamy razem), a dalsza część wygląda tak samo, jak w ciągu tygodnia. I oczywiście mnie obwinia, że cały czas się na niego drę, że mało czasu spędza z dzieckiem, a on (jego zdaniem) potrzebuje trochę czasu dla siebie, bo jest zmęczony po całym tygodniu pracy (pomijam fakt, że pracuje w Ajencji= siedzenie przez 8 godzin na tyłku w fotelu przed komputerem) i zrozumiałabym go, gdyby walił kilofem, ale on tylko siedzi wygodnie w fotelu. Podsumowując: jest nietolerancyjnym dochodzącym ojcem, a jego ojcostwo z prawdziwym ojcostwem nie ma zbyt wiele wspólnego. Praktycznie nic poza wykładaniem kasy na pampersy, mleko, itd. :ico_puknij: Dodatkowo mam wrażenie, że nie zależy mu na nas, bo w tamtym roku jeszcze, gdy pokłóciliśmy się, nie przychodził przez 3 tygodnie. Ale przecież do dziecka chociaż mógł przyjść! Nie rozumiem tego człowieka.
Najgorsza część programu: nie mogę na niego patrzeć, nie chcę z nim być, ale...kocham go i przyznaję się do tego bez bicia. I tylko to mnie przy nim trzyma- resztki wygasającego płomyczka. Po prostu nie wyobrażam sobie żyć bez niego.
I dlatego właśnie walczą we mnie dwie osoby. Jedna- kochająca, która nie chce odejść, druga- marząca o wolności, o braku kłótni, o przespanej nocy bez nerwów, co od kilku miesięcy się nie zdarza i odbija się to na zachowaniu małego, czego widzę efekty w postaci płaczu i marudzenia.
pomocy... :ico_placzek:
[ Dodano: 2008-07-06, 16:47 ]
ale jakoś leci i po większych burzach każde z nas się bardziej stara
u nas też tak jest tylko, że przez pierwsze dwa dni. Później zachowanie piotrka wraca do normy, a ja z braku sił zaczynam na nie reagować tak jak wcześniej.