07 wrz 2008, 22:01
Jagódka no tak powinno być...teraz oni się muszą starać, żeby te dzieci zachęcić...
Kamizela...jak Ty nie dasz rady to już nikt!!! będzie dobrez, jak mały wyzdrowieje to się wszystko unormuje....może powinien wieczorem coś pożywnego zjeść, dopić mlekiem...jakaś książeczka na dobranoc...albo bajka...? ciężko coś radzić, jak się nie jest w takiej sytuacji...bo człowiek wiele rzeczy radzi ...ale jak sam ma zmienić swoje dziecko to się okazuje, że te rady o kant nonono można rozbić, bo się nie da...dlatego ja staram się panować nad sobą...bo mnie też Hania czasem przerasta i nic się nie udaje zmienić...
ok...ja uciekam...mam J pomasować niby, bo go bolą plecy...ok...ale nie wiem jak będzie...bo się obraził, jak zapytałam czy umył naczynia...a co? jak ja jestem w domu to już wszystko ja muszę robić? no i znów źle..bo się czepiam..że on nic nie robi...Ja już nie wiem, czy ja jestem nienormalna?czy na prawdę on tak wiele robi a ja się czepiam? czy to on ze mnie kpi i robi debila? nie wiem...nie mam pojęcia...no dobra, wynosi śmieci, skosił trawę, pracuje, i od tygodnia więcej się zajmuje Hanią, choć dziś prawie wcale..zrobił zakupy...ale ciężko żebym ja kupowała jak siedzę w domu i do sklepu nie dojadę...a ja? zmywam...zajmuję się młodą większość dnia, co raczej jest absorbujące, jak trzeba dbać o wszystko, wymyślać co i kiedy ma zjeść i jeszcze nakarmić...piorę, prasuję...układam...i jeszcze staram się z nią bawić a nie włączać jej tv...w tym tygodniu chyba 3razy odkurzałam cały dom...pozmywałam podłogi, starłam kurze...on sprzątnął łazienkę, a ja kuchnię łącznie z szafkami...to co?czepiam się?
ło matko...ale ze mnie zołza..
ale uważam, że skoro oboje zarabiamy to oboje powinniśmy tak samo zajmować się domem i dzieckiem...jeśli bym cały czas siedziała w domu a on by pracował do wieczora i przynosił mi tysiące złotych, to może bym nie marudziła...ale on jeździ do rpacy na 10-11 i wraca o 15-16...więc się nei przepracowuje fizycznie...w piatek w czasie pracy był na tenisie! to co, nie jestem zołza? :-D