21 cze 2008, 15:54
oj dziewczyny u nas masakra... juz wam opowiadam...
Julia od wczoraj mi gorączkuje, cały czas jest na Nurofenie, myslalam ze to z ząbkow, bo jej 3 wychodzą, ale dzis mi ten jej stan jakos nie dał spokoju wiec wybrałam sie z nia do szpitala na kontrole. Cały dzien mi dosłownie nic nie je dlatego sie zmartwiłam. Zachodze z nia do tego szpitala, a lekarz na mnie z japą czemu ja wczoraj nie poszłam z małą do przychodni, bo szpital to nie jest przychodnia! ja zdziwko, ale byłam miła z mysla ze chociaz diagnoze jakas postawi. Posluchała ją, zajrzała do gardła- a tam meksyk :ico_olaboga: zapalone całe. Przepisała mi recepte i mowi mi jeszcze tak: prosze sobie kupic cos na gorączke, bo bedzie gorączkowała a w pon do swojego lekarza prosze sie udac. Podziekowałam i wyszłam. Zachodze do apteki a ta pinda przepisała mi zwykle witaminy :ico_puknij: jak ja mam takie zawalone gardło podleczyc do poniedziałku za pomocą takich witaminek? Paranoja! Czy to jest lekarz? Pediatra na dodatek? Czekam az maż wroci ze szkoły i jedziemy jeszcze raz wojne robić... najchetniej bym juz wogole tam nie jechala, ale ten prywatny lekarz do ktorego chodzimy na wylaczony telefon- pewnie ma urlop... i tak moje dziecko musi sie meczyc :ico_placzek: brak mi słów.. naprawde