29 sie 2007, 08:14
Mati też ostatnio lepiej w wózku się sprawuje. Jak nie chce juz chodzić najpierw próbuje na rączki, a ja mówię, że nie to wchodzi do wózka:)
Dzisiejsza noc była tragiczna. Mati zaczął płakać już przed 23. Poszedł do niego mąż. Nie uspokajał sie, a że ma troche kaszelek to już się normalnie z tej histerii dusić zaczął. Poleciałam ja. Pomyślałam, że może trzeba go wybudzić ze snu i uspokoić. Wzięłam go na ręcę i mówiłam dość głośno. Uspokoił się i jakby przysnął. Położyłam do łóżeczka i jeszcze gorsza histeria. Rzucał się po całym łóżeczku i obijał głową o ściany. Prężył się, wyłaził, łapał mnie za szyje. Myślałam, że się poryczę. Zmienił mnie mąż bo strasznie bolała mnie głowa i żołądek z nerwów. Położyłam się, ale wiadomo o spaniu nie ma mowy bo serce mi normalnie płakało jak tego słuchałam. Mąż zapalił mu światło. Nie pomogło. Postawił go na podłogę i powiedział by pokazał co chce. Wyleciał z pokoju tak szybko, że mało zakrętu nie wyrobił i otarł się o meble. Wszedł na nasze łóżko. Nie przytulił się do żadnego z nas. Położył się w nogach i usnął. Co ja mam o tym myśleć?? aż mnie przeraża dzisiejsza noc. Postaramy się dziś go nie wyciągnąć bo to już chyba będzie typowy szantaż. Jak na razie to ja umieram po tych wszystkich nocach. Głowa nadal pęka....