14 cze 2007, 16:37
Agnieszka,, ja jak bylam w Polsce to nigdy w zyciu nie ograniczalam kontaktow Zuzi z jej tatem. Widzial sie z nia kiedy chcial i jak chcial, zawsze sie dostasowywalam, no wlasnie dla jej dobra, aby kiedys nie miala do mnie zalu ze cos zle zrobilam. I w pewnym momencie pojawil sie dylemat... co wybrac? zycie w Polsce za 800 zl miesiecznie, zdana tylko na siebie (bo Zuzi ojciec nigdy mi nie pomagal w zakresie wiekszym niz zasadzono sadownie, tj. 200 zl), zrezygnowac z milosci ktora sie pojawila ze wzgledu na kontakty Zuzi z ojcem.... to strasznie trudne sprawy i dlugo nad tym myslalam... Zdecydowalam sie na wuyjazd po : po pierwsze milosc i uczucie nie tylko do mnie ale i do mojej coreczki (a wierzcie mi ze strasznie ciezko jest znalesc faceta ktory zaakceptuje juz obecne dziecko) i oczywiscie myslalam o tym ze wyjazdem zapewnie coreczce normalne, spokojne zycie. Ona zasluguje przeciez na najlepsze przedszkole, zabawki, normalnosc.... W Polsce tego nie miala.
Na poczatku robilam wszystko aby sie "poukladac" z jej ojcem na odleglosc. aproponowalam widzenia dziecka, ale on nie chce na moich warunkach... On chce aby ja wozila dziecko do Polski 3-4 razy w roku, placila za to i je odbierala po kilku tygodniach. Pomyslcie: facet ma kase, ma czas a chce narazac dziecko i mnie (w ciazy o ktorej wie) na takie podroze. Z reszta odpada, urodzi sie Malenstwo i jak to wszystko pogodzic. Poza tym ja nie pracuje, a moj obecny maz nie ma zamiaru placic za kaprysy bylego meza. Ojciec Zuzi ma do nas adres, jesliby tak tesknil to by juz nie jeden raz przyjechal ja odwiedzic.. a tak, szuka dziury w calym, lazi po sadach, teraz szykuje nam sie rozprawa w Szwecji... No i tak to niestety jest: placi sie za bledy przeszlosci.
Agnieszka, Tobie sie naprawde udalo, bo widocznie Twoj byly maz , mimo ze sie rozstaliscie to byl w miare normalny facet.
Sorki znowu za smecenie, ale naprawde nie mam sie nawet komu wygadac....