15 cze 2007, 11:21
Juli serdeczne gratulacje!
Wreszcie mam chwilkę, uśpiłam małego (no może nie aż tak bo widzę że Franek prowadzi hihi).
Mogę wam opowiedzieć o porodzie, chociaż pewnie nie wycierpiałam tyle co mamusie rodzące naturalnie. Strasznie się bałam a okazało się że nie było czego. Już dzien wcześniej musiałam być na czczo, o 5 rano w dzien porodu zrobili mi lewatywę (byłyśmy dwie po lewatywie a na oddziale 2 ubikacje - ale była kolejka jak wyszłyśmy hihi) od rana chodziłam już z kroplówką nawadniającą, w południe wzieli mnie na porodówkę (niestety Krzyś nie mógł być przy porodzie) założyli cewnik (wcale nie bolało a tak się bałam). Rozebrali do naga i posadzili na stole operacyjnym. Potem anestezjolog (mówię wam ale przystojniacha) posmarował mi czymś plecy, kazał zrobić "koci grzbiet" i zrobił mi znieczulenie przewodowe - wogóle nie bolało, mniej niż u dentysty. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko - podłączyli mnie do jakiś aparatur postawili zasłonkę przed oczami i podali tlen. Zrobiło mi się strasznie niedobrze ale po tlenie przeszło. Potem czułam tylko takie szarpanie aż głowa mi latała na boki, a po chwili usłyszałam że widać już główkę i usłyszałam płacz Franusia.
Jak ja wtedy zaczęłam ryczeć!! Nie mogłam przestać! A po chwili jak mi go przynieśli umytego i dotknęłam główki to kolejna fala płaczu, mówię wam niezapomniane przeżycie!!! Zaraz potem zawieźli pokazać Franka tatusiowi, a jak potem przejeżdżałam koło niego na łóżku to był tak szczęśliwy i tak mnie czule ucałował że znowu się popłakałam.