19 lip 2007, 18:30
Hej laseczki. Odwiedziłam dzis moje słoneczko w Rudzie Ślaskiej. Pięęękne miejsce. Troche dalek od nas, ale.. moze głupio to zabrzmi.. cieszę sie ze moje słoneczko śpi sobie w takim miejscu. Pozegnaliśmy się z Nim i poczułam ogormną ulgę. Tak jakby ktoś kamień z serca mi zrzucił. Płakaliśmy oboje.. ale chyba bardziej ze szczęścia ze nareszcie moglliśmy powiedzieć mu: narazie mówie do widzenia, czekaj na nas. Nigdy nie zapomnimy o naszym synku, ale rozpoczynamy nowy etap w zyciu i to był taki moment, zeby pogodzic sie ztym co sie stało. teraz dopiero wiem, ze nie mogę się zamartwiać, płakać i rozpamietywac to co się stało, że On tego by nie chiał, ze czuwa nad nami. I to w bardzo namacalny sposób.
Kiedy dojeżdżaliśmy do Rudy zaczął padać deszcz.. oczywiscie nei mieliśmy zadnych parasoli. Od bramy wejsciowej do miejsca w którym spoczywa nasz aniołek był dosć długi deptak.. wiec szliśmy w deszczu tam i kiedy juz doszliśmy na miejsce, nagle zrobiła się taka dziurka w chmurze i tylko w tym miejscu nie padał deszcz i pole pamięci zostało oświecone przez słonko....
.... jednym słowem nasz Makymilianek nas przywitał i bardzo mocno czułam Jego obecnosć. Teraz rozumiem słowa, które ktoś napisał nam smsem:
KOCHANI RODZICE POMIMO WASZEJ OGROMENJ STRATY GRATULUJEMY WAM Z CAŁEGO SERCA, BO NIE KAŻDY MOŻE DOSTĄPIC ZASZCZYTU BYCIA RODZICAMI ANIOŁA...
....chyba mogę powiedziec, że jestem szczęsliwa...
i wy też macie w tym swój udział, za co bardzo ale to bardzo wam dziękuję :)