22 sie 2007, 15:45
Pruedence :ico_brawa_01: :ico_brawa_01: :ico_brawa_01:
opiszę Wam teraz mój poród, chociaż nie pierwszy ale drugi to tak bardzo leKko nie było :ico_noniewiem: ale na pewno było warto :-D :-D :ico_brawa_01:
Chociaż to druga ciąża i wszystko w sumie wydawałoby się już łatwiejsze... tak nie było :ico_olaboga: baaaardzo bałam się porodu :ico_puknij: -(początek pierwszego porodu- odejście wód płodowych) więc tym razem tak bardzo przeżywałam i czekałam na oznaki zbliżającego porodu, że wręcz chodziłam cała zestresowana
Na dwa tygodnie przed porodem zaczęłam odczuwać ból brzucha i skurcze nieregularne najczęściej w nocy ale dość mocne... na dwa dni przed terminem cały dzień bolał mnie już konkretnie brzuch tak jakbym miała dostać @... i wytrzymałam z tym bólem do 19.00- wyruszyliśmy do szpitala :ico_oczko: nie wiem jak to się stało, że przyjeli mnie na oddział patologii ciąży- pewnie lekarka jak zobaczyła zestresowaną przyszłą mamuśkę- to zlitowała się nad biednym dzieciątkiem :-D :-D :-D ,i przyjęła nas...
Następnego dnia podawali mi już zastrzyki z wit.B- ale nic się nie działo, ba wręcz nawet brzuch mnie przestał boleć :ico_olaboga: ...chyba wyluzowałam troszkę - byłam pod opieką co chwila to ktg, to jakieś inne badanie, następnego dnia rano stwierdzili, że może warto podłączyć oksytocynę i zaprosili mnie na porodówkę... przebrali, przygotowali -czyt. lewatywa i podłączyli..... najpierw leżałam spokojnie, później było gorzej i już się prawie zwijałam z bólu, ale te skurcze nic za sobą nie niosły - :ico_szoking: :ico_szoking: nie rodziłam- teraz to już byłam na maksa zestresowana- tym bardziej, że w tym czasie byłam świadkiem narodzin dwójki bobasków :ico_brawa_01: , a ja nic :ico_placzek: ze łzami w oczach wróciłam na patologię :ico_placzek: :ico_placzek:
skurcze były jeszcze przez dwie godziny a później cisza jak makiem zasiał.......
postanowiłam się objeść :ico_wstydzioch: owoce, chipsy :ico_puknij: a nawet napilam się coli- iiiiiii...
w nocy obudził mnie skurcz, przerzuciłam się na drugi bok nic sobie z tego nie robiąc, za chwilę znowu i znowu.... co 7 min, pomyślałam przejdę się do wc i może przejdzie- a w wc wypadł mi czop (hurra wreszcie wiem jak to wygląda :ico_oczko: )wow.... zaczęło się - cała drżąca wróciłam na salę, pomyślałam sobie,że skoro to już to warto się posilić :ico_wstydzioch: , bo przy tej oksytocynie na próbie czułam się baaaardzo głodna a położna wtedy jeszcze wsuwała bananka :-D zjadłam zatem bułeczkę i oczywiście banana :-D :-D :-D
poszłam powiadomić położną..... no to zaczynamy
prysznic, koszula szpitalna do porodu, podłączyli mnie do ktg- są skurcze mocne i regularne, lekarz zbadał rozwarcie 4cm- pomiędzy skurczami nawet z uśmiechem żartowałam- byłam szczęśliwa, że to już, ale była to 3 w nocy i na porodówce była taka jedna niemiła położna, że ze stresu znowu na 15min przeszły mi skurcze...a ona do mnie że żadnej akcji nie widzi, że po co teraz w nocy zawracam im głowę itp :ico_placzek: :ico_placzek: chciałam uciekać :ico_placzek: :ico_placzek:
........ jak przyszedł mój mąż to nagle zrobiła się miła........... :ico_zly:
o 4.oo zaczęło się na dobre... nie było mi już do żartów :-) , skurcz za skurczem, wymioty- bo tak szybko się szyjka skracała, rozwarcie postępowało tak sobie..., gdzieś koło siódmej podłączyli mi oksytocynę i dali zastrzyk, aby przyspieszyć i nasilić jeszcze te skurcze...cóż odchodziła od zmysłów.... nie wolno było mnie dotknąć bo krzyczałam i groziłam, że pogryzę :ico_wstydzioch: ale o dziwo słuchałam i oddychałam- co faktycznie przynosiło ulgę, tylko jak wdarła się panika to miałam wrażenie że to już mój koniec :ico_olaboga: :ico_wstydzioch:
najważniejsze, że był mój mąż i cudowna położna, która zaczęła zmianę o 7.00
:ico_brawa_01:
przy 7cm rozwarcia- oczywiście uciekałam z porodówki, z okrzykami dajcie mi spokoj, nnym razem... :ico_wstydzioch:
położna pomagała jak można masowała szyjkę dobierała odpowiednie pozycje, żeby dziecko wsawiało się prawidłowo w kanał rodny.... nie będę ukrywać ja miałam dość...
wreszcie w tym amoku usłyszałam: jest 10 cm..... RODZIMY...
na to hasło ja osobiście już po raz drugi dostałam takiego powera, że nie miałam tam sobie równych :-D .... ehhhhh ten moment porodu jest jak dla mnie cudowny - cztery konkretne skurcze parte i było już nasze maleństwo (4270) leżało na moim brzuszku popłakując, a nam ciekły łzy ze szczęścia- całowaliśmy naszą kochaną córeczkę ... a moje serce o mało nie pękło z nadmiaru radości :-) , nie nacieli mnie- delikatnie popękałam no cóż- już nic się nie liczyło, za jakieś 10 min gin nacisnęła mi na brzuch i urodziłam łożysko, naszczęście oprócz tego nic więcej nie urodziłam (pomimo śniadanka na wzmocnienie hihihi)a nawet nie zrobiłam siku :ico_haha_02: później szycie mniej przyjemne- miałam wrażenie, że robi to na żywca- chociaż widziałam że znieczula
Poród trwał 6 godzin, teraz myślę, że tylko 6 i że nie był najgorszy :ico_oczko:
Cóż mogę jeszcze powiedzieć.... chociaż odchodzi się czasem z bólu od zmysłów nie warto panikować i współpraca z położną daje świetne efekty i oczywiście stres.... nawet nie wiedziałam, że tak mocno na mnie działa... :ico_wstydzioch:
Życzę Wam Kochane łatwych porodów .....