07 wrz 2007, 07:37
Nie mogę spać! Nerw mnie dopadł. Zaczęło się od tego, że mój mąż wstając stwierdził po prostu, że dziś piątek. Myślałam, że chodzi mu o to, że weekend za pasem, ale nie! Stwierdził, że fajnie, bo dziś się zmieni opis na naszym suwaczku :ico_szoking: Jak sobie uświadomiłam, że to już 33 tydzień to wpadłam w panikę! Za 3 tyg. Kubuś będzie donoszonym noworodkiem a ja jeszcze nie jestem gotowa. Wczoraj cały jego pokoik zdemolowałam, bo szykowałam łóżeczko do szorowania, a waliza zamiast się pakować stoi na tarasie i schnie. Do tego mój mąż za tydzień jedzie na całą noc do Warszawy na zlot i mam strach (wiem, że irracjonalnego), że akurat wtedy zacznę rodzić. Ale nie chcę mu zabraniać. Dawno nigdzie nie wychodził i nigdzie się nie szwendał. Zamiast na piwo z kolegami to sobie do domku kupował żeby ze mną posiedzieć. Pewnie dlatego, że od dawna wiedział o tym zlocie i chciał mnie udobruchać żebym mu pozwoliła jechać :ico_haha_02:
A wczoraj strasznie mnie wzruszył. Kolega z którym zwykle wraca z pracy samochodem musiał zostać dłużej i Artek wracał sam pieszo (bo autobus mu uciekł) a to jest jakieś 4-5 km. Zadzwonił do mnie żeby mi powiedzieć, że będzie trochę później. Wie, że zawsze o tej porze jestem w domu i szykuję obiad. Ale wczoraj akurat w tym czasie wrócił ze szpitala mój tata, więc nastawiłam obiad i poszłam go odwiedzić (bo to tylko piętro niżej) i nie wzięłam oczywiście ze sobą telefonu. Artek w tym czasie dzwonił co chwila raz na komórkę raz na stacjonarny i okropnie się zdenerwował, że nie odbieram. Przebiegł całą drogę od pracy do domu (!!!!!) bo myślał, że coś nam się stało :-) Kochany jest! Strasznie mi było potem głupio (w rezultacie był szybciej niż samochodem :ico_haha_01: ) Obiecałam sobie, że teraz zawsze będę nosić przy sobie komórkę.