25 wrz 2007, 11:32
ok no to moze dzis sie mi uda cos napisac... U nas nocka bardzo spokojna, chociaz Jasiu wiecej spi w dzien, a w nocy usmiecha sie i bawi raczkami. Wczoraj byla pierwsza kapiel, malemu bylo troszke za zimno bo za slabo nagrzalismy pokoj i plakal, a ja bylam zlana potem z gory na dol, potem walczyl ze zrobieniem kupki, to chyba przez moja szpitalna diete, na obiad kalafior i fasolka, sama az mialam wzdecia, glupia... Ale wszystkie mamy to jadly! Mam problem z karmieniem z prawej piersi bo wciaglo mi sutka do srodka, no i lewy pusty, a prawy boli jak chol.... bo Maly nie chce z niego jesc, probowalam sciagac pokarm do laktatora, ale lipa jak nie wiem, moj laktator nie dziala! Skladalam go i rozkladalam chyba ze sto razy, wogole nie ma ssania, moge pompowac i pompowac i nic sie nie dzieje. Dzisiaj mam zamiar skoczyc do sklepu po mleczko bo obawiam sie ze dlugo tak nie pociagne, cycus wyglada strasznie z taka dziura do srodka, no i probowalam juz masazy, okladow i nic, a przeciez jednym cycorkiem caly czas karmic nie moge! Poza tym Malutki jest bardzo grzeczny! Krzysiek zabral aparat dzis do pracy wiec nie pokaze Wam zdjec przed wieczorkiem :ico_sorki: :ico_sorki: :ico_sorki:
No i teraz relacja z porodu :-D
Tak wiec cala noc meczylam sie ze skurczami, ale w szpitalu mnie widziec nie chcieli... Kurcze mialam wrazenie ze urodze w domku. Mielismy sie stawic w szpitalu o 9 ale nie chcialam juz czekac i bylismy przed 8, oczywiscie w szpitalu skurcze byly duzo slabsze, moze temu ze czulam sie bezpiecznie. Ok.10 przyszla lekarka zaaplikowac zel... Tym razem nie bylo tak strasznie jak ostatnio, byla to kobieta i byla bardzo ostrozna, potem na godzinke podlaczyli mnie do ktg, a pozniej musialam spacerowac. Trafilam na super polozna, wczesniej zapytala czy mam jakies pytania, no i ja od razu wypalilam z lewatywa :-D Na szczescie robia :-D No i pytala czy ewentualnie bede chciala skorzystac ze znieczulenia. Spacerki z mezem byly super, pomagalo mi opieranie sie o niego w trakcie skurczu, skakanie na pilce nie bardzo... Fajne bylo tez przykladanie worka z goraca woda na brzuszek, na cale szczescie nie mialam bolow krzyzowych, tylko bolalo samo podbrzusze. Przy kazdym skurczu mowilam do Krzyska, ze nie dam rady, a jak bol mijal to gadalismy o glupotkach :-D Polozna powiedziala, zeby przy skurczach nie dyszec jak piesek tylko starac sie bardzo gleboko oddychac. Dokladnie nie pamietam o ktorej krzyknelam ze nie dam juz rady, przyszla polozna sprawdzila rozwarcie, bylo na 3,5 cm, podlaczyla kroplowke, i zrobila lewatywe, ufff jaka ulga :-D No i podala maske z tlenem, trzeba bylo zaczac oddychac jak przychodzil skurcz i konczyc tuz po... Nie zawsze udawalo sie mi przed i wtedy nie bylo zbyt dobrze... Po pewnym czasie nie chcialam nawet tej maski, Krzysiek do mnie, oddychaj gleboko! Wez maske! A ja mu na to, sam se oddychaj jak jestes taki madry!! No i jak juz tak bardzo krzyczalam, to on plakal razem ze mna, na prawde jestem z niego bardzo dumna!! Potem przyszla anastazjolog i zaczela sie wbijac do kregoslupa, raz cos tam nie wyszlo i szukala innego miejsca, a ja przez te skurcze wrzeszczalam jak glupia, ale mi to pomagalo. Ledwo co sie wbila i podala jakis srodek to krzyknelam ze musze przec. Stwierdzili ze pewno sie mi zdaje, bo to tak szybko nie bedzie :-D Ale sprawdzili i okazalo sie ze jest pelne rozwarcie. No i wtedy poryczelismy sie z Krzyskiem drugi raz jak oznajmili ze do godzinki Jas bedzie z nami :-D Wogole to caly czas nogi trzesly sie mi jak galareta... Jak poczulam te skurcze parte to mialam wrazenie ze nie bede rodzila Jasia tylko cos innego... :ico_wstydzioch: Skurcze parte to bylo w calym porodzie najlepsze, nie czulam bolu, gadalam sobie z Krzyskiem i polozna, wogole czad :-D Myslalam ze Krzysiek bedzie sie bal a on zagladal w krocze i mowil ze widzi juz kudlata glowke :-D Na koncu mialam wrazenie ze cos bardzo uciska moje "podworko" i wtedy wlasnie wyskoczyl Jasiu! Momentu kiedy polozyli mi go na piersiach nie zapomne do konca zycia! Taka malenska istotka, zupelnie bezbronna, wtulona w moje cialo... Szeptalam do Krzysia, mamy synka kochanie, mamy pieknego synka... Lozysko wyskoczylo bardzo szybko, a potem okazalo sie ze krwawie za duzo. Krzysiu zabral Jasia, a polozne wezwaly lekarke, no i oddychalam znow pod ta maska, wiem ze bolalo niesamowicie ale nie do konca wszystko pamietam, mialam uczucie takich wibracji w kroku :-D I wiem ze zapytalam Krzyska czy ja umarlam... Caly czas polozne trzymaly mnie za reke i glaskaly po glowie. Opieka super.
Czesc dlasza nastapi ze wzgledu na to ze Maly sie obudzil i wzywa jesc! :) Ale dlugo... Zanudzilam was co nie??