26 paź 2007, 20:51
kicia, nie ,nie fiksujesz ,mysle ze stoisz na rozdrożu drog ,juz zdalas sobie sprawe ze synek nigdy nie wroci ,pomalu i zaloba mija ale boisz sie ze czas zatrze wszystko to co bylo zwiazane z dzieckiem..... moze nawet masz i wyrzuty sumienia z tego powodu...dla mnie pocieszeniem (pozniej) bylo ze synus na mnie patrzy z nieba wysokiego i na pewno ma nad nami piecze i czeka tam na mnie ,poza tym dla mnie (pozniej)kluczowym zdarzeniem bylo to ze mam dzieci o ktore musze dbac ,tylko najciezej mi bylo patrzec na wlasnego zyjacego syna tak szalenie podobnego do aniolka ,to byl dfla mnie najtrudniejszy krok do pokonania ,ale i czas i maz pomogli mi sie z tym uporac ...jakos musialam znalezc droge do siebie by dalej zyc ...dlatego wiem i wierze ze i ty ta droge pokonasz i zaczniesz zyc od nowa ,na pewno inaczej ale od nowa .....