05 lis 2007, 09:51
Kochane poświeciłam bezdomnym psom i kotom kawałek swojego życia, wiele widziałam w schroniskach i u porzuconych zwierzat. Wraz z Mężem wyciagalismy je ze schronisk, zbieralismy z ulicy, z piwnic. Zabieralismy do siebie i szukalismy im dobrych domków, godnych warunków do zycia, szansy na normalne zycie, takie jakie pies i kot powinien miec. Niejednokrotnie wieźlismy te zwierzeta w odległe miejsca w Polsce, do ich miejsca na ziemi...Jestem zapalona dogomaniaczka i staram sie zrozumiec zwierzeta...Pożegnałam juz dwie swoje ukochane psice... Jedna odeszla "naturalnie", byłam z nia do końca, trzymałam ja w ramionach, szeptałam jej do uszka, ze bardzo ja kocham i pozwalam jej odejsc, by juz nie cierpiała dłuzej...To było cięzkie przezycie, ale mimo wszystko ciesze sie, ze towarzyszyłam jej gdy odchodziła...
Druga sunie pożegnał mój Mąż, do końca trzymał jej główke na kolanach, mówił do niej i głaskał ją, gdy odchodziła...Zwierzeta czują tak samo jak ludzie.Boją sie samotnosci...Dlatego uważam, ze jesli jest mozliwosc to trzeba byc z psem do ostatnich jego chwil, do ostatniego tchnienia. W koncu on tez był przy nas całe swoje zycie, był na straży i nigdy nas nie zawiódł...
Zwierzęta są mi bardzo bardzo bliskie...
Gooniu jak tylko dostane wyniki to sie zamelduje :ico_haha_02:
A z ta moja dzielnoscia to bywa róznie... Zdarzaja sie smutne i płaczliwe dni...Zdarzaja sie dni, gdy jestem rozżalona albo wrecz mam pretensje do świata o to, ze odebrano mi dwojke naszych upragnionych dzieci...