Witajcie kochane,
ja się dziś wyspałam, hura! ale na noc wzięłam sobie nospę i ona dużo dała ...
wiecie jakoś odechciało mi się świąt, uleciał ze mnie cały ten optymizm, ta radośc, nie wiem czemu, poprostu tak jakoś się porobiło, mąż chodzi za mną i mówi, że grincz jestem ...
jeszcze tyle roboty przed nami, jak mi w ogóle pozwolą coś robic, drażni mnie to, że nic mi nie wolno, źle się z tym czuję :ico_noniewiem:
jeszcze teście przychodzą do nas na wigilię i aż mi się coś robi na samą myśl, ale dla Piotrka przetrwam wszystko, a wiem, że chciał żeby byli...
ale jak myślę o tym składaniu życzeń, takich uśmiechach i w ogóle to mi się coś robi :ico_zly:
najchętniej to wstałabym złożyła ogóle życzenia wszystkim zgromadzonym i po sprawie, ale pewnie to nie przejdzie... ehhh
przepraszam za te żale ale musiałam to z siebie wyrzucić....
Stołów pięknie ozdobionych,
jadłem suto zastawionych
i prezentów z dwa tuziny,
niech zazdroszczą Wam rodziny!
Żadnych sporów, żadnych kłótni,
niechaj nikt nie będzie smutny
- grunt to dobre wieść pożycie,
a karpiowi... daruj życie!
I każdemu - przyjaciela,
co czasami łzę ociera...
i wszystkiego co Wam trzeba,
no i jeszcze gwiazdki z nieba.
