13 lut 2008, 18:51
ja tez czekałam na pierścionek... marzyłam o nim, choć wiedziałam, że mogę go szybko nie dostać, tak mi sie przynajmniej wydawało (mój K. był wtedy 2 lata po rozwodzie). On juz był rok za granicą i szykował dla nas gniazdko, bo jakby plany na przyszłość wspólne mieliśmy. Kiedy podpytywałam go, czy są jakieś długoplanowe albo żeby mi chociaż powiedział, że mnie tam samej nie zostawi za jakiś czas, to mówił tylko : "chyba mnie nie znasz wcale skoro tak mówisz"... i kiedyś zapytałam go, czy wie, co bym chciała dostać najbardziej pod choinkę, to powiedział, że wie, że pierścionek. Byłam zdumiona, bo przyznam się, że przestałam liczyć na niego, zresztą byliśmy zajęci dopinaniem wszystkich spraw związanych z wyjazdem z kraju. I przyjechał do Polski 23 grudnia, wszedł do domu i zobaczyłam, że ma w ręku reklamówkę. Norbert (mój syn) zapytał, czy to dla niego, bo czekał na obiecana figurkę. Widziałam, że K. się jakoś tak stresuje i wypieki ma na twarzy... i pytam go, co ma w drugiej ręce, którą trzymaj za sobą. I syn mi krzyczy, że to "jakieś" kwiaty :-) i w tym momencie mój ukochany klęknął, wyciągnął zza siebie ów bukiecik róż i pudełko czerwone w kształcie serduszka i zapytał, czy zostanę jego żoną... Zgodziłam się:-)
Potem przy Wigilii powiedzieliśmy naszym rodzinom o zaręczynach...
Cieszę się, że tak zrobił, że to było u nas w domu, my, nasze uczucia i ten pierścionek :-) nie przeżyłabym chyba tradycyjnych, polskich zaręczyn, o których opowiadają babcie i ciocie :-)