22 mar 2007, 19:20
Stoi zakonnica na szosie i zatrzymuje samochody. Nikt nie chce się zatrzymać i podwieźć siostry. Deszcz, chłód, burza straszliwa. W końcu zatrzymuje się piękna blondyna w czerwonym ferrari i zabiera zakonnice. Ta szczęśliwa stara się nawiązać rozmowę:
• Piękne auto, pewnie ma pani wspaniałą posadę, skoro stać panią na taki wóz
• A nie nie, to mój trzeci kochanek mi je kupił.
• Jak to, nie ma pani męża?
• Nie, żyję w wolnych związkach, lepiej na tym wychodze, np to futro na tylnym siedzeniu dostałam od innego kochanka a ta piękna biżuteria - ta jest od jeszcze innego.
W końcu dojeżdżają do klasztoru, zakonnica wysiada smutna ze jej życie jest takie szare, ale tłumaczy sobie ze wybrała życie klasztorne wiec tak musi być. Około 22 zakonnica zmówiła wieczorny pacierz i kładzie się do lóżka, nagle ktoś cichutko puka:
• Puk, puk!
• Kto tam?
• To ja... ksiądz Antoni... [szeptem]
A zakonnica na to:
• W nonono sobie wsadź te swoje bombonierki!