Cześć laski! :-D Gosia trzymam kciuki, dzisiaj siódmy, to może terminowo urodzisz :ico_brawa_01: mnie łapią krótkie skurcze kilka razy dziennie, znaczy... zaczyna mnie boleć brzuch jak na miesiączkę, ale mało dokuczliwie, boli coraz mocniej i popuszcza, aż w końcu przestaje, to w sumie trwa z 45 sekund...
Mam nadzieję, że w końcu się doczekam po takim skurczu jego powtórki :ico_oczko: a najlepiej wielu powtórek... Nom ciekawe co z Marcią, bo się nie odzywa, a telefonu ciągle nie ma-nawet nie ma się z nią jak skontaktować... ja sobie obiecałam, że nawet jakbym w środku nocy zaczęła rodzić, to podskoczę szybko do komputera :ico_noniewiem: ale nie wiem jak to jest jak już trzeba się zbierać-pewnie się nie myśli wtedy o takich rzeczach-zobaczymy z resztą :ico_oczko:
Wczoraj mnie niepokoił wielki spokój mojego dziecka, więc wieczorem przed spaniem zaczęłam się bujać-zawsze na nią działa :ico_haha_01: porozpychała się troszkę, wsadziła mi łapeczkę w pępek i zasnęłyśmy obie spokojnie...
dzisiaj się wcześnie obudziliśmy, ale śniadanko dopiero teraz zjedliśmy, Kubie już z okiem troszkę przechodzi, ale dalej nie wygląda dobrze-to w ogóle cholerstwo takie, bo jemu czasami opryszczka wychodzi znienacka na powiece wewnątrz i mu taki syf robi z okiem-kiedyś wyglądało tak strasznie, że na ostry dyżur pojechaliśmy-wtedy się dowiedzieliśmy, że to opryszczka i dostał antybiotyk... a takie działania jak walnięcie gałęzią w oko zawsze tego wirusa pobudzają i myślę, że teraz ma to samo co zwykle...
A wczoraj wieczorem się uśmiałam... Kuba zaczął grać na harmonijce ustnej, wpuściłam psa z dworu, a ona jak oparzona poleciała na górę, usiadła obok Kuby i wyła jak do księżyca... wyglądała jak z plakatu-uszy do tyłu, pyszczek wyciągnięty i z takim przejęciem wyła... Kuba już nie mógł grać ze śmiechu...
W ogóle ostatnio pomyślałam, że jakby nam przyszło jechać do szpitala jak mamy w domu nie będzie to nam ta diablica wszystko zeżre-teraz ją zabieramy wszędzie ze sobą, to przynajmniej się siekać nie muszę, że coś zniszczyła-nawet na zakupy jedzie z nami, tyle, że siedzi w aucie... ale przecież jej do szpitala nie weźmiemy, bo nawet nie wiadomo ile czasu nam tam przyjdzie spędzić... okaże się, że wrócimy do domu, a tu nawet łóżeczka nie będzie-same trociny zostaną :ico_puknij:
No... się rozpisałam, ale tak mało piszecie-mało nas z resztą zostało, że trzeba jakoś zapełnić pustą przestrzeń :ico_oczko:



