Zdołowana jestem na maxa. Kubuś calusieńkie dnie marudzi, jęczy, kwęka, wyje a jak tylko tata wchodzi w drzwi to radosny jak skoronek. To nawet nie chodzi o to, że jestem zazdrosna tylko wyczerpana psychicznie tym marudzeniem. I nie wiem o co chodzi. Spać nie chce, jeść nie chce tylko marudzi i marudzi. Do tego prawie wcale nie mam mleka :( Wkurza mnie mój mąż. Nic po sobie nie sprząta. Gabinet wygląda jak po przejściu huraganu, a sprzątałam tu wczoraj : na biurku butelka po coli, talerz po płatach, torebka po chipsach, gazety, pod biurkiem brudne skarpety, na krześle wczorajszy sweter. No szlak mnie trafi normalnie
Alusia, sliczna dziewusia :ico_haha_02:
Na koniec żeby samą siebie trochę pocieszyć - Kubuś siedzący
