15 maja 2008, 18:30
Witajcie Kochane Moje.
Przepraszam, ale mam masę zaległości w czytaniu a dziś nie przeczytam.
Wyszliśmy ze szpitala dopiero wczoraj.
Patryczek przez tą moją cukrzycę miał trochę problemów zdrowotnych. Najgorsze chyba to, że po porodzie musieli podawać mu tlen. Miał tak niski cukier, że wyziębiał się, nie mógł utrzymać stałego tempa oddechu. Leżał w inkubatorku od piątku do poniedziałku.
Ale zaczęło się tak:
We czwartek sama wyszłam na własną prośbę, posprzątałam w mieszkaniu, nacieszyłam się Pyzą, a o 3:30 w nocy wstałam do toalety i zaczęłam plamić. Do szpitala zajechaliśmy po 4. Okazało się, że to szyjka się rozwiera. Czekali ze wszystkim do 8 z minutami. Zakładali mi cewnik i poleciała mi krew. Myśleli, że to z pęcherza. I wtedy biegiem na salę operacyjną.Okazało się, że to jakieś mechaniczne uszkodzenie w czasie cewnikowania. Patryczka zobaczyłam na zdjęciach, które zrobił G. kamerą...
A później czas się ciągnął. Małego nie miałam przy sobie, tylko chodziłam na noworodki, aby go karmić, tęskniłam za Kingą i Grześkiem.
Na szczęście wczoraj wróciliśmy.
Ale jest nowy problem- dziś Grzesiek trafił do szpitala. Ostre odwodnienie organizmu i owrzodzenie, tylko nie pamiętam, czego. Więc zostałam sama z moimi skarbami w domu. Zobaczymy, na jak długo. Kinga stale pyta, czy tatuś zaraz przyjedzie, mnie nie odstępuje na krok. Patryczek jest bardzo spokojny. Budzi się tylko do cyca i śpi dalej.
Pozdrawiam Was i w miarę możliwości postaram się doczytać.
Foteczki wkleję może wieczorem, albo jutro.