03 mar 2008, 10:07
No a po weekendzie u rodziców. Tak jak zwykle wróciliśmy skonani. amelcia też niechętnie jeżdziła w samochodzi, jak nie ona. No ale cóż, ona już tak dużo nie śpi w dzien, a dzieci szybko się nudzą. Ciągnęła się do wysiadania. Oczywiście awantura i płacz. Trzeba było stawac otwierać drzwi i wietrzyć auto i dopiero wówczas się uspokajała. Może ona ma chorobę lokomocyjną, że aż tak reaguje? Nie wiem. Pierwszy raz tak jej się zdarzyło. Za to wczoraj o 8 jedzonko, później się obudziła o 11.20 i przespała dzisiaj do 6.30 bez przerwy. Aż się zdziwiłam i zastanawiałam czy aby na pewno nie wstawałam o 4. Ale nie. Mam nadzieję, że to nie było jednorazowe,tylko to dobry znak.
Z wyjazdami do rodziców, mąz mi przyznał rację, że był skonany. Mówi, że nawet nie miał czasu odpocząć. Najgorzej z rana, bo oni śpią do 10, a nam Misia robi pobudkę o 7. Zjedliśmy śniadanie, a potem nuda, bo nie chcemy ich obudzić, pogoda pod psem, w kominku się tli,a dziecka nie puszczę tam na ziemię, bo zimno i pelno klaków z psa teściów. U moich rodziców nie lepiej. Jednak wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.
Śmialam się też, bo daję Amiście kaszkę mannę z owocami,a nie dosładzam. Jedna łyżka Amelka się krzywi. Teściowa leci z cukrem, bo to takie kwaśne, że dziecko wykrzywia. Zabroniłam dosładzać i dziecko zjadło normalnie. później moja mama, że jak to zupki amelci nie dosalam. Przecież to bez smaku. I w sumie i jedni i drudzy stwierdzili, że jakieś nowoczesne metody mamy i jakieś dziwne. Zresztą oni by tylko ją na okrągło karmili, bo ona zbyt chuda. I tak teściowa latała za nią z ugniecionym banankiem, a moja mama na drugi dzień z krupniczkiem. A my tylko głowami kiwaliśmy. Ale się uśmialiśmy. Następny wyjazd dopiero na święta.