Hej :-)
Wkońcu tu dotarłam :ico_sorki:
Wróciliśmy ze szpitala w środę, ale do dziś dochodzę do siebie. Malutki czuje się juz dobrze, chociaż w szpitalu dostał żółtaczki i dwa dni leżał na fototerapii w inkubatorze. Cały czas musiał mieć oczka zasłonięte specjalymi goglami, serce mi się krajało, mój M. jak go tam zobaczył to ze łzami wyszedł od razu ze szpitala...ale na szczęscie już za nami :ico_sorki:
Poród miałam w miarę lekki i nawet szybki. O 16.00 poczułam pierwszy skurcz, następne by :ico_sorki: ły co 20 mi, potem co 15, od 20.00 zaczęły się co 8min, więc zaczęlam się szykować do szpitala. Ok.22 zaczęły się co 6min więc pojechaliśmy. W szpitalu były już co 5 i tak zostało właściwie do końca.Zbadali mnie, rozwarcie na 6 cm więc położna zaaplikowała mi czopek, pochodzilam trochę po korytarzu, wypadł mi czop. O 1.45 odeszły mi wody, o 2.15 dostałam zastrzyk z oksytocyny a o 2.35 synek był już z nami :-D nawet lekarz nie zdążył zbiec z piętra wyzej :-) urodziłam w jednym skurczu, poprostu rewelacja, mogłabym tak rodzić nawet i następną trójke dzieci :ico_oczko: pobiłam chyba
Jagnę, bo moja II faza porodu trwała 0,5 minuty :-D tak mam wpisane w ksiązeczce :-D
Niestety okazało się, ze mam przyrośnięte łożysko...i tu się zaczęło....najpierw czekali aż samo wyjdzie...gnietlli mnie niemiłosiernie... po pół godzinie dostałam krwotoku... ciśnienie zaczęło mi spadać, czułam jakbym opadała z sił,mdlała, okropne uczucie. Szybko wbili mi drugi wenflon i zaczęli szykować mnie pod narkozę żeby wydobywać go ręcznie.Przyszła położna, zaczęla mnie uspokajać, kazała się rozluźnić i nagle łożysko wyszło. Wstrzymali podawanie narkozy bo ponoć już nie było potrzeby. Za to lekarz(od siedmiu boleści, przeklinam go) zacząl łyżeczkować mnie na żywca. Miało to potrwać "chwilkę" a rwał mnie ponad 40 min, gdzie jęczałam z bólu, jakieś studentki mnie trzymały a położna miała taką minę..przerazenie wymalowane na twarzy, zresztą jak i cała reszta.Lekarz kazał co chwila spokojni lezeć, a połozna ku ogolnemu zaskoczeniu wkoncu ryknęla na niego, ze i tak jestem spokojna na to co ze mna wyczynia :ico_szoking: normalnie szok. Wymęczli mnie strasznie, nie zapomnę tego bólu do końca zycia. Ale ponoć nie dało inaczej rady.
Teraz próbuję się zorganizowac z moją dwójką dzieci. Zuzia na szczęscie zaakceptowała brata, całuje go, przynosi zabawki, wyrzuca pieluszki :-D slodko to wygląda jak się o niego troszzy.
Lecę spać, postaram się jutro wpaść i poopowiadac jeszcze trochę. Pozdrawiamy wszystkie mamusie i pociechy :-)
