30 wrz 2008, 10:57
Cześć laski
U nas nic nowego, mała coraz więcej gada i coraz więcej rabani. Np- skorzystała z okazji, że zajęłam się prasowaniem i wyrwała mi listwę przypodłogową na przedpokoju :ico_szoking: Jak?? Nie wiem. Wiem tylko, że cisza w naszym domu oznacza niebezpieczeństwo. Poczytałam Was pokrótce, ale nie mam czasu się wgłębiać :ico_wstydzioch: :ico_sorki:
Katrin, kobieto... nawet nie masz pojęcia jak ja Cię podziwiam za siły do prasowania itp w środku nocy... ja na pewno bym miała to w d... Masz Ty zaparcie :ico_sorki: :ico_sorki:
Caro, jak tam sytuacja z mamą?? Wyjaśniło się już? Mnie moi rodzice też czasem drażnią, ale to normalka jak dwa pokolenia pod jednym dachem mieszkają. Grunt to dojść potem do ładu i składu. Jak Dzidziuś się miewa?
Kamelek, no ja Ci się nie dziwię, że boisz się o Lenkę. Ale miałam kiedyś praktyki w żłobkach i nie jest tak źle, jak się patrzy od tej strony. Gorzej z sercem matki. Jula tez ma mały kontakt z dziećmi, teraz na siłę ją prowadzam wszędzie tam, gdzie można je spotkać, bo mi dziecko zdziczeje. A Wy jakoś przetrwacie. Najgorsze są początki,a potem będzie już tylko lepiej. Żłobek ma dużo plusów- m.in obcowanie i nauka współżycia z innymi dziećmi, zwłaszcza, że Lenka NARAZIE jest jedynaczką :-)
Delicja, te doły, to chyba normalne jesienią. A Oli nie wychodzą przypadkiem zęby? Musicie to jakoś wytrzymać, innej rady nie ma, a Ola czuje Twoją złość i przenosi się to na nią. I tak błędne koło się zamyka. Weź sobie jakąś melisę i Oli daj. Ja tak robiłam jak już mi psycha siadała :ico_wstydzioch: Może ją dziąsła bolą i dlatego nie chce gryźć? A o teściowej nic Ci nie napiszę, bo nie wiem o co poszło, ale z tego co piszesz, to widzę, że wspólne mieszkanie z nimi to nieporozumienie. Podumajcie o oddzielnym mieszkanku, chociaż na jakiś czas, bo wszyscy się nerwowo wykończycie. Może też oddaj Olę do żłobka i idź do pracy i wynajmijcie coś?? Ja na pewno, gdybym miała mieszkać ze swoją to bym nawet jakąś klitkę wynajęła i bym od niej sp...
A w ogóle to była wczoraj u nas. Oczywiście jest kilka niedociągnięć. Dlaczego to tak, a nie inaczej, dlaczego wszystkiego naraz nie wyremontowaliśmy, foteli takich jak my na pewno nie kupi, bo by się porzygała... itd. Miałam jej powiedzieć tak jak ona kiedyś mi, że ona sobie pomaluje swój pokój na kolor, którego ja nie cierpię i mogę rzygać do bólu. Miałam chęć ją usadzić na tym fotelu i podstawić pod nogi miskę, ale co tam :-D
No i się przypadkiem dowiedziałam, że mój kochany R za każdym razem jak do nich sam pojedzie to o wszystkim opowiada, z każdego kroku mojego i moich rodziców zdaje relację... Maminsynek, rozmowa z nim na ten temat się nie udała, bo to ja oczywiście przesadzam. Wrrrr. żeby ich odseparować od siebie to musiałabym chyba gdzieś do W-wy najbliżej się ewakuować :ico_zly:
Dobra, lecę, bo mi dziecko pomyśli, że je opuściłam :ico_oczko: