18 lis 2008, 16:03
Hej hej ho. Bardzo lubię eksperymentować z makijażem tylko strasznie mnie irytuje, że czasem męczę się i męczę żeby wyglądać jak należy, a w trakcie wieczora robi się z tego makijażu paciaja i jakiś koszmar. Znajomi ostatnio robili miłe małe przyjątko. Postanowiłam wytwornie przyczernić oczy czarną kredką oraz czarnym cieniem, przycieniować z pomocą białego i szarego, po czym przysypać z boku srebrnym brokatem, ale tylko z jednej strony i jedną smugę, więc miało być oszczędnie i bardzo elegancko, wierzcie mi, może trudno sobie to wyobrazić ;). I już wychodząc z metra po drodze do znajomych, zauważyłam, że ludzie patrzą na mnie z dziwną mieszanką litości i zainteresowania. Niektórzy nawet coś sobie szepcą. Kiedy koleżanka otworzyła mi drzwi uśmiechnęła się trochę zakłopotana i zapytała z jakiego balu wracamy. Zdziwiłam się, więc zaprowadziła mnie do łazienki, gdzie moim oczom ukazało się coś pomiędzy wariatką a początkującą gotykówą. Wszystko się zlało, spłynęło, poodciskało dookoła. Było to upakarzające i niemiłe, zwłaszcza, że używałam cienie z sefory, które nie są przecież takie najgorsze. Czemu tak???