12 lut 2009, 19:38
ale wy tu historie opowiadacie :ico_brawa_01: widze ze macie wesolo!
a ja wczoraj zapomnialam :ico_sorki: przepraszam, ale to przez zwroty Betiny... no i zapomnialam zyczyc Asiuni :ico_tort: :ico_tort: :ico_tort: najwspanialszych tortow na kolejne roczki!!!
a teraz mniej zabawna historia... dzisiaj po dwoch tygodniach choroby Hani postanowilam oddac ja do niani (3 ulice obok), a sama mialam jechac i rekrutowac ludzi do naszej restauracyjki. zaparkowalam pod jej domem, pol samochodu na ulicy, ale to boczne uliczki, domki jednorodzinne, szerokie, prawie nic tu nie jezdzi - wszyscy staja w ten sposob bo zreszta nie ma innej opcji. otworzylam drzwi i zaczelam ja odpinac. wlasnie mialam ja wyjac z fotelika jak niegrzeczny fiat puntu wjechal prost w moje otwarte drzwi a ze bylo slisko to jeszcze je pchal do przodu i wygial calkowicie. dzielilo mnie od tego samochodu jakies 20cm, drzwi giely sie na moich oczach i na szczescie nie zdazylam sie zdenerwowac. fakt jest taki ze 30 sekund pozniej juz bym sie wyprostowala z dzieckiem na reku i nie wiem jak wtedy by sie to skonczylo...
babka tlumaczyla sie ze bylo slisko i nie wyrobila, choc to trzeba wielkich zdolnosci zeby tak nie wyrobic jak ona... wystraszyla sie czy mnie nie zmiazdzyla a jak zobaczyla dziecko w samochodzie to prawie na kolanach przede mna sie slaniala i przepraszala. no nic... dobrze ze sie nic nie stalo, poza tym ze drzwi juz nie zamknelam, Hanka sie rozplakala i nie chciala zostac u niani, samochod rozwalony, na rozmowy nie zdazylam i tyle. a najlepsze jest to ze babka miala w samochodzie urne i jechala wlasnie na cmentarz :D