18 mar 2009, 12:55
Cześć
wpadłam na chwilę bo przyszłam małemu zupe ugotować do domu, jestesmy w szpitalu, w niedzielę pojechalismy do babci i posiedzielismy chwilę a tu mału zaczął wymiotować, w samochód i do Częstochowy na pogotowie, dotał zastrzyk ale nic nie pomoglo i do szpitala, wymiotował cała niedzielę i calą noc, przed wczoraj biegunka, wczporajk znowu dwa razy zwracał i biegunka dzisiaj na razie odpukać, nie chce jeść, jest wystraszony, przerazony boi się lekarza, jak tylko ktos wchodzi to krzyczy nie nie...
a wczoraj myslałam, ze nie wtrzymam z nerwów trafiłam na jakąś okropna pielegniarkę, co chwila mi docinki robiła, ze mały wrzeszczy wyrywa się kopie, a jak ma reagować na ból i strach, broni się jak umie , do tego potem wzięła go na załozenie welfronu i wkówala się trzy razy po czym koleżanke poprosiłóa i tamata dopiero mu załozyła, nie mogłam parzeć jak mu tyle razy kłuje rączkę i jeszcze docinki robi, ze nie widziała, zebyy dziecko kopało, co za kobieta zero wczucia, cały dzień o coś sie czepiała, jak jeszcze raz na nia trafię i coś powie to juz jej niedaruję..
Mówię Wam jaki był bidny odwodniony, zreszta cały czas jest słabiutki, wyszedł rota wirus, pewnie mąż przyniósł z pracy, jak bedzie lepiej to w piatek do domu o ile zacznie jeść a z tym jest probem. To tyle u nas teraz jest z babcia a ja zupke mu robi moze troche zje. Pozdrawiam