13 cze 2009, 11:17
cześć dziewczynki :-)
ja jestem przeziębiona :ico_chory: :ico_olaboga: wszystko mnie boli, w kościach łamie, zatoki dosłownie pulsują... także doprawiłam gdzieś ten mój ból gardła sprzed 3 dni :ico_noniewiem:
mamusia jest, problemu nie było, żeby ją wpuścili na pokład :-) prezencików kilka jest :-D niestety misiowych ogródków nie zdążyła kupić :ico_noniewiem: za późno jej przypomniałam o tym...
za to kaszki z nestle, morelową i malinową wcina Alek, aż szok :-D
chłop ma się oki, już nawet drepta coraz więcej, zresztą miał takie zalecenia, że już ma normalnie chodzić, jeśli nie będzie bólu... :ico_sorki: no i nie boli :ico_sorki: więc rokowania są dobre :ico_sorki:
lekarz powiedział, że może zacząć prowadzić auto, jak tylko poczuje się na siłach :-D więc rwie się, że za 2 tyg będzie już próbował :ico_puknij: :ico_sorki: noo, ale zobaczymy...
w ogóle to mnie wczoraj nerwy zeżarły...
zostawiałam chłopa pod szpitalem, buzi buzi, że jak tylko będzie po operacji to włączy komórkę i nabazgrze... zabieg miał być koło 9 rano, o 11 już straciłam pół cierpliwości i napisałam smsa do niego, noo ale nie dostałam raportu, bo miał jeszcze wyłączoną komórkę... koło południa zdałam sobie sprawę, że nawet nie wiem, gdzie on leży :ico_noniewiem: :ico_puknij: koło 13 przekopałam neta za info o tym szpitalu, spisałam sobie możliwe oddziały, gdzie by mógł być.. no i przed 15 już miałam sraczkę i rzygałam z nerwów, więc wsiadłam w auto i pojechałam tam...
przekopałam szpital, bo tam niestety nie ma ogólnej izby przyjęć, tylko każdy oddział ma swoją, ale go znalazłam :ico_sorki: wchodzę na salę, a on zdziwiony, co ja tutaj robię... :ico_olaboga: więc mu mówię, że minęło 7,5 godz odkąd go zostawiłam przed szpitalem na prosty, góra godzinny zabieg i jestem jakby zmartwiona, że jeszcze się nie odezwał...
na swoje szczęście przesunęła mu sę ta operacja, bo mieli cosik pilnego jeszcze z rana, a potem spał po znieczuleniu ogólnym i w sumie dopiero koło 14tej przywieżli go na salę, gdzie go znalazłam :ico_olaboga:
no i najlepsza w tym wszystkim była moja mama, po jakimś czasie, jak juz myśli nie mogłam zebrać, mówi: "a jak to się stało, że ty, taka grzeczna i posłuszna, zrobiłaś to, o co chłop prosił?" :-D noo, bo ja chciałam zostać i czekać, a on poprosił, żebym pojechała do malucha i mamy... heh.. ostatni raz byłam grzeczna ;-)
noo, to się wyżaliłam... lecę wziąć jeszcze jakąś tabletę, bo mi łeb chyba pęknie :-)
miłego dzionka :-)