01 sie 2009, 10:34
wreszcie wróciłam do świata żywych, melduje sie w domu jeszcze z dzidzią w brzuchu. Zaraz poczytam zaleglosci i opisze co u mnie.
[ Dodano: 2009-08-01, 11:00 ]
no, przeczytałam.
Ja sie cieszę, ze jestem w domku, szkoda tylko, ze dzidziulka sie odmyśliła.
Trzymali mnie tam strasznie na siłe, nie wiem, czy takie mają procedury czy co, ze moze trzy doby trzeba byc, ale decyzje o wypisach podejmował mój lekarz prowadzący ciąze wiec za bardzo nie naciskałam o wyjscie na własne życzenie, choc lekko próbowałam, bo jeszcze przy porodzie jego pomoc może będzie potrzebna.
Jak juz pisałam Izba Przyjec była okropna, obrypane ściany, farba oleica itd. Poza tym kobieta na dzień dobry, czemu o takiej późnej godzinie przyjeżdzam ze skierowaniem (była 19.30). A ja jej na to, ze profesor K. dzwonił, ze przyjade, to sie baba przymknęła. Przyjeli mnie na oddział patologii na ostatnie wolne łózko. Co chwile słyszałam jak gadają do siebie, ze to pacjentka profesora, ze to pani od szefa itp. Oddział okazał sie super, w czerwcu świezo oodany do użytku, bo wyremontowano poddasze w szpitalu i tam stworzono oddzial patologii. Dali mi pokój dwuosobowy, reszta pokoi była wieloosobowa wiec sie ucieszylam, TV w pokoju, łazienka z prysznicem w pokoju, łózka z regulacją na pilota jak sie chciało: nóżki wyzej, brzuszek wyżej, główka wyzej albo wszystko razem, super. Tylko materac paskudny taki pokryty ceratą. Masakra, bo co chwile, byłam cała mokra od potu. Wieczorem, a raczej juz po 22 zrobili KTG, kobieta zajrzała czy jest jakies rozwarcie, rano mocz i krew do badania, USG i znowu KTG i to wszystko. Od tamtego czasu robili tylko co rano KTG przez godzine i to całe badania. nie wiem po co mnie tyle trzymali skoro mówilam, ze juz mnie nic nie boli. Dawali nospe dwa razy dziennie. A i jeszcze kobieta co trzy godziny chodziła w trąbką i słuchała dzidzi.
żarcie szpitalne ochyda.