18 lis 2009, 17:23
no to jestem.Opisze wam ta farse od poczatku.Otoz wczoraj o 4 rano obudzily mnie mega wymioty,mysle sobie - luzik - nie pierwszy raz :ico_oczko: Polozylam sie do lozka i za godzine znowu mnie obudzily wymioty,potem znowu o 7,potem o 7.30 i doszlo rozwolnienie,potem znowu wymioty i zadzwonilam do meza,czy moze przyjsc do domu z pracy,bo ja juz nie mam sily.Zadzwonilam do swojego leakarza ginekologa i kazal mi kupic Nifuroksazyt,Orsalit,zeby sie nie odwodnic i dieta lekkostrawna - nie jadlam nic,a mimo to wymiotowalam - lekami,woda,herbata i to 3 razy tyle co wypilam :ico_szoking: Czulam sie coraz gorzej i moj doktor kazal przyjsc mezowi do przychodni,bo wypisal skierowanie do szpitala,pojechalismy na izbe przyjec patologii ciazy,powiedzielismy pani co i jak,pani zadzwonila do doktora - nic.Czekalismy 20 minut,ja czulam sie coraz gorzej,slablam,wiec pani zadzwonila do gory jeszcze raz,tym razem byl inny pan doktor,odebral telefon i tez nie raczyl mnie zbadac,tylko kazal nam isc na izbe przyjec zakazna :ico_szoking: :ico_szoking: :ico_szoking: :ico_szoking: Maz sie zbulwersowal,ale poszlismy - wchodzimy tam,a pani ktora przyjmuje zrobila takie oczy na nas :ico_szoking: i pyta,po co my tu przyszlismy,czy ja chce u nich cos zlapac????Mowie jej,ze nas tu przyslali z patologii ciazy i kazali sie skonsultowac,bo moze leki wystarcza.Pani mowi,ze to nierozsadne tu siedziec,ale jak chce to mam czekac,tylko kolejka duza.Usiedlismy na chwile,i dowiedzielismy sie,ze sa tam osoby,ktore czekaja od 8 rano na przyjecie - a to byla 14-sta.Postanowilismy wrocic do domu i zadzwonic do ginekologa mojego.On nam poradzil,ze jak sie nic nie zmieni-to mam wezwac karetke i wowczas musza mnie przyjac - tak tez sie stalo.Pan doktor byl badzo niemily,poplakalam sie.Jak mu powiedzialam,ze brzuch zaczal mi sie stawiac,to odpowiedzial,ze najlepiej tak powiedziec i miec wszystko gdzies - niech sie inni martwia ale jak mnie zbadal ginekologicznie,macica zrobila mega skurczyk i zrobil sie milszy,powiedzial,ze malutka jest nisko glowka w dol, i ze uciska mocno na szyjke ale szyjks ma 38 mm i dzielnie sie trzyma,ale on sie boji,ze moze sie rozpoczac akcja porodowa :ico_noniewiem: Bardziej sie tym przejal,niz tym,ze ja flaki wypluwam co 20 minut,ze jestem slaba i odwodniona :ico_zly: Po badaniu szybko pobrali krew,wzieli siusiu,zaaplikowali zastrzyk w pupcie na wymioty,dostalam czopek i 4 kroplowki - bylam tak odwodniona,ze dopiero po 4 poszlam siusiu,bardzo sie pielegniarka dziwila.Oczywiscie pekla mi zyla,wiec pierwsza kroplowka zaczela isc w miesien,zrobila sie gula i znowu mnie kluli - masakra.No ale juz wieczorem czulam sie lepiej,odetchnelam z ulga zjadlam nawet sucharka i go nie zwymiotowalam :-D Lezalam w takiej malutkiej sali z 2 paniami - jedna w 9 tygodniu ciazy,z poronieniem zagrazajacym - na noc pila kawke i palila papierosa za papierosem,a druga z cukrzyca,w 27 tygodniu ciazy,tez palila,Jak tam weszlam,to myslalam,ze padne od zapachu nikotyny,no ale nic - byly bardzo mile,wiec jakos wytrzymalam.Nocka koszmar,bo od 1 w nocy nie moglam spac - obie chrapaly strasznie (teraz wiem,co czuje moj maz :ico_oczko: ) a nad ranem okazalo sie,ze jestem niedotleniona :ico_zly: ie moglam oddychac i pani pielegniarka otwozyla drzwi,wywalila nas do kapieli i otworzyla okno.Wczesniej posluchala tetna dzidzi,zmierzyla mi cisnienie,ktore bylo baaaardzo niskie i wlasnie oznajmila,ze jestem niedotleniona :ico_olaboga:
Potem bylo juz lepiej,zjadlam zupe mleczna na sniadanie,nie zwymiotowalam,dali mi kroplowke z magnezem ( zyla znowu pekla,wiec kluli mnie 3 raz :ico_zly: ) zrobili KTG i przyszedl obchod.Lekarz powiedzial,ze wyniki mam dobre,macica spokojna,po zatruciu ani sladu i jutro bede mogla isc do domu,a jak zapytalam,dlaczego nie dzis,to mi powiedzial,ze musze byc 3 doby ale moge na wlasne zyczenie,z zaleceniem brania magnezu i lezenia,oczywiscie dieta lekkostrawna,no i jestem w domku :-D
Dzieki za kciuki i zyczenia zdrowia,pomoglo :ico_sorki: :ico_sorki: :ico_sorki: :ico_sorki: :ico_sorki:
Mezus stanalna wysokosci zadania,wykapal malego,dal mu kolacyjke,rano sniadanko,posprztal,wiec jak wrocilam to prosto do lozeczka wskoczylam.Zabral Andrzejka do drugiej czesci domu,zebym miala spokoj,zrobil zuper marchwianke dla mnie na obiad :ico_szoking: ja doprawialam :ico_oczko: a im tradycyjnie makaron z sosem,wiec jestem spokojna,ze jak pojde rodzic,to synus z glodu nie padnie i w domu tez bedzie czysto :ico_oczko: