20 sie 2009, 15:12
no to ja podejdę troszkę humorystycznie kochane - bo twoja opowieść dana przypomniała mi chwile gdy rodziła sie Jaga :-) Porod miałam wywoływany - oksytocyna nie chciała działać tak jak powinna i urodziłam dopiero po 9 godiznach - Jaga była na dodatek owinięta pępowiną, roszkę sina, ale cała i zdrowiutka :-) zabrali ja do umycia i wsyztskich zabiegów, mąż pobiegł oglądać i przychodzi taki przestraszony: "słuchaj, coś z Jagodą jest nie tak" na noworodkach myli właśnie drugie dziecko, też przed chwila urodzone - rózowiutkie, piękne - a Jaga taki niebieski zsiniały smerf. Nastraszył mnie nieziemsko :ico_noniewiem: Okazało się, ze to było dzieciątko z cc - niewymęczone porodem i przeciskaniem się. Ale widziałam, że przez chwilę Marcin patrzyl na Jagódkę porównując ja z tym drugim Maluszkiem jak na nienajładniejszą kobietke na swiecię :ico_haha_01:
na szczęscie na tyle szybko zmieił zdanie, ze dzis na dzień kobiet to jagodka pierwsza dostaje kwiatki, zyczenia i całusy :-D