Ja w pierwszej ciąży miałam w ściennym kalendarzu zaznaczone tygodnie ciąży, dodatkowo w każdym tygodniu rozpiskę co akurat dziecko porabia (czyli jak rośnie i się rozwija) i wisiało to na środku ściany :) i czytałam te już teraz nudne (bo cyklicznie powtarzają to samo) "Mamo to ja" i "dziecko" i inne.
W drugiej, jako że sporo się zapomniało prze te 4 latka ;) dokształcałam się książką "w oczekiwaniu na dziecko", a właściwie czytałam co miesiąc rozdział, doczytywałam potem w razie potrzeby. Natomiast największą jazdę miałam na przebieg porodu (swoją drogą, fajnie w tej książce opisany, etap po etapie), bo nie chciałam ani nacięcia, ani naciskania na brzuch przez lekarza, ani oczekiwania na drugą fazę porodu w szpitalu (wolałam w domu) :-)
A teraz :) cieszę się, bo mi jest na tyle fajnie w tej ciąży, że czasami zapominam, że jestem (chyba przez brak objawów) :ico_haha_01:
Co innego jak Kluska zacznie kopać. Co, zdaje mi się, nastąpi lada chwila, bo tak jakby się tam rozpycha... ale tak delikatnie, że nie wiem sama.... :ico_haha_01:


