10 lut 2010, 12:11
cześć Kochane
pomału dochodzę do siebie...
w skrócie: o 15 zaczęli wywoływać, dopiero o 18 udało się przebić pęcherz płodowy i zaczęła się jazda, dobrze, że byłam podłączona do ktg, Małemu parę razy spadło tętno, zaczęli myśleć o cesarce, ja dostałam krwotoku, ale chwała Bogu wszystko skończyło się dobrze i Karlo urodził się o 01.45... musieli mi szyjkę szyć, bo to z tego był krwotok, Małego dali mi tylko na chwilę na brzuch ale tylko tak cichutko jęczał, umyli go, pokazali nam na chwilę i wynieśli na intensywną....był pod kroplówką, dostawał glukoza i musieli mu wyrównać elektrolity i potas bo dużo wymiotował po porodzie, dostałam go dopiero w piątek po południu, ze szpitala wyszliśmy w niedziele,
połowy porodu nie pamiętam, rodziłam beż epiduralu, dostałam tylko coś w nonono, mój T się spisał, naprawdę jestem z niego dumna, wszyscy mówili, że będzie mdlał :) przyznał się, że nie sądził, że potrafię tak rękę mocno ścisnąć :ico_brawa_01:
ciekawostka: miałam podwójne łożysko...?! nikt mi tego jeszcze nie wytłumaczył ale kurde, że co? że niby miały być bliźniaki?? bo przecież dwa razy plamiłam w czasie ciąży, lekarz mi tylko powiedział, że podwójne się zdarza.
pierwsza noc w domu byłą ciężka ale już wyrabiamy sobie rytm, śpi 3 h a póżniej papanko, w nocy budzi się tylko na jedzenie, wczoraj już mu pępowina odleciała,
dobrze, że rodzice są bo ja w zasadzie jeszcze słabo chodzę no i nie mogę siedzieć :)
mleko leci mi strumieniami :ico_szoking:
a ważę teraz mniej niż przed ciążą czyli 58 kg... :ico_olaboga:
muszę lecieć, bo pielęgniarka ma przyjść
nie mogę uwierzyć, że to już tydzień minął!!!!!!!!
ściskam Was mocno, 3mam cały czas kciuki za Was :***