27 wrz 2010, 13:28
Cześć,
Wisieńko nie rezygnuję, ale na razie zawieszam swoje poszukiwania. Po prostu wentylacja i klimatyzacja bardzo mnie wciągnęły i coraz lepiej znam się na normach, projektach i protokołach i co najważniejsze da się z tego wyżyć.
Co do solarów, to też nie jestem całkiem zielona, bo mam znajomych, którzy tylko tym się zajmują. A z tymi dotacjami to w sumie nie jest łatwo. Ani z wnioskami, ani z kredytami. Mniejsza zresztą o to.
Tosieńki i Adasia mi bardzo szkoda, ale będzie dobrze. Amelka odchorowała swoje i jak na razie jest niezniszczalna. Tylko ona jedna nie opuściła żadnego dnia. Pruedence super, że sobie tak świetnie radzisz.
Karolinko, będzie dobrze z wypłatami i dbaj o siebie.
Anitko gratuluję niepalenia. Twarda z ciebie babka. A z pracą, to czuję w kościach, że zaraz się ułoży.
Wycieczka Amelki z przedszkola udała się rewelacyjnie. Amisiek potem tłumaczył nam co to jest drzewo iglaste i co to jest drzewo liściaste i opowiadał o malutkich dzikach. Pan leśniczy im pokazywał. Świetna sprawa takie wycieczki.
A ja w sobotę przeżyłam chwilę grozy. Mój piesek Didi dostała jakiegoś krwotoku czy coś. Mój M w pracy, sobota, ja sama z Amelką. Szybko do weterynarza. Okazało się, że należy ją natychmiast operować, bo nie wiadomo czy przeżyje. Operacja buldoga francuskiego to też nie jest prosta sprawa, bo to rasa krótkocefaliczna i problemy z oddychaniem itd. Pani doktor najpierw szukała kliniki zastępczej, ale cena 1500 zł lub 1000 zł myślałam, że mnie zabije. Udało mi się ją przekonać, żeby ona się podjęła operacji i za mniejsze pieniądze. Zgodziła się tylko dlatego, że dobrze zna Didi, a i tak nawet gdyby operował kto inny w innej klinice, to chciała przy tym być. Sciągnęła znajomego doktora (specjalista chirurg psów) z akademii rolniczej i jeszcze jednego lekarza ona sama zajmuje się psami krótkocefalicznymi. Tak czy siak szanse były 50 na 50, że się uda. Trwało wszystko od 11 rano do 17. Bidny mój pies się wycierpiał, ale żyje.
A wczoraj u nas międzynarodówka, na której miałam ją wystawiać i niestety kariera mojego championa się skończyła. Oczywiście byliśmy bez niej. Bardzo byłam miło zaskoczona, kiedy znajomi hodowcy nas pozdrawiali i mówili, że już wiedzą, co się stało. Poczta pantoflowa działa. Bardzo im przykro z powodu Didi, zwłaszcza, że nie zdążyła mieć małych. A takie psy jak ona zdarzają się rzadko. Widzicie chodzi o to, że Didi już nie będzie brała udziału w wystawach, a jej najgorsze miejsce to drugie. Jest ślicznym psem i bardzo utytułowanym i jest to strata dla rasy, że nie będzie po niej młodych. Poza tym jest to pies, którego nie sposób nie lubić, a hodowcy się znają między sobą i cenią.
Ale to nie jest ważne. Najważniejsze, że przeżyła. Bardzo to przeżywaliśmy i Amelka zwłaszcza. A wczoraj to się tak wzruszyłam. Amisia położyła się koło tej naszej biduli, a ona łbem ją zaczęła ruszać i tak wylizała. Jeszcze taka obolała, a mimo wszystko tyle czułości do dziecka. Jednak psiak to potrafi być wierny.