06 maja 2011, 20:43
Mały śpi więc mogę Wam opisać jak to było.
Miałam tylko takie lekki ból jak na @ ale pojawiało się to 2-3 razy dziennie i to już od 3 czy 4 tyg. więc tym się nie przejmowałam i 14.30 zjadłam obiadek. D stwierdził, że musi zrobić sobie poobiednią drzemkę więc się położył. A ja oglądałam tv, o 15.15 zaczęły odchodzić wody i wypadł częściowo czop. Wzięłam szybki prysznic i budzę D "tatuś jedziemy", a ten patrzy w pół przytomny i mówi dobrze ale gdzie?" W drodze do szpitala nadal nie miałam skurczy poza tymi przypominającymi @ ale spokojnie mierzyłam co ile występują. Ponieważ w połowie drogi przypomniałam sobie, że nie zabrałam dowodu to wróciliśmy jeszcze po niego.Po dojechaniu do szpitala i odczekaniu na izbie (bo było kilka rodzących) o 17.20 przyjęli mnie na oddział. Gin pyta się mnie czy oprócz odchodzących wód czuję skurcze. Tłumacze jej, że nie i mam tylko co 20 min. takie bardzo słabo przypominające @. trochę mnie podszykowali i kazali wykąpać i o 18 podpięli pod ktg. Próbowali je zrobić 5 razy bo co chwila coś aparat szwankował. Jak już zaczął działać pokazał skurcze max 10%. O 18.30 spytali czy się nasilają, ja że tak ale nie za mocno (były na 40%). O g.19.15 wołam położną, że ja już nie mogę bo tak boli. Oznajmiła mi, że przecież skurczy nie mam i tera i tak na blok mnie nie zabiorą bo ekspresowe cc jest bo dziewczynie poród się zatrzymał a rodzi 10 godzin. i pyta co czuję poza skurczem i na ile oceniam w skali od 0 do 10. Powiedziałam że mały to chyba sam już wychodzi bo silnie napiera, a ból to czuję ale na 20 (a w duszy pomyślałam że ja to iron-man w spódnicy nie jestem i niech już mi dadzą znieczulenie). Zdziwiona podeszła do ktg i "o cholera, pani doktor szybko! a Ty kobieto oddychaj do brzucha". Okazało się, że skurcze to już ja mam parte i rozwarcie na prawie 9cm. Położna stwierdziła, że tak szybkiej akcji porodowej to ona nie widziała u pierworódki. Podały mi coś w żyłę co zniwelowało odczucie bólu ale spowodowało dreszcze jak był skurcz. Na domiar złego D nie mógł być ze mną i jak mnie zobaczył trzęsącą się to wystraszył się, że coś jest nie tak. Później było już gładko, znieczulenie (za 3 razem się wbili) i o 20.28 wyjęli Mateuszka. D był cały czas na korytarzu i słuchał czy mały krzyknie, a ten darł się już zanim całkowicie go wyjęli.
Mały trafił na odział noworodków a ja na OCP bo na poporodowym nie było miejsca. Dostałam na 5 min. małego rano, do karmienia dopiero o 14 więc najważniejsze pierwszych 6 godz. zostało zmarnowane. Niestety po cc laktacja jest często bardzo spowolniona a Smerfik przyzwyczaił się do butelki. Teraz nie chce mu się wysilać więc ściągam i daję z butelki moje i puszkowe, jednocześnie próbuję przystawiać. Zobaczymy co się uda wskórać w ten sposób.
Mateusz jest zdrowiutki, dziś oceniony przez neonatologa jak idealny wzorcowy noworodek! Jest grzeczny i śpi jak suseł. Na karmienie muszę go budzić choć czasami to bardzo trudne i je na śpiocha.
Ja po cięciu czuję się dobrze i właściwie tak samo jak po poprzedniej operacji. W trzeciej dobie byłam sprawniejsza niż kilka dziewczyn po sn co też rodziły 2 maja ale wiadomo każdy organizm inny. Ból w plecach jeszcze jest ale niewielki, jednak mnie nawet po pobraniu krwi boli prze 2 dni więc nie narzekam. Mam bardzo spuchnięte stopy do kostek. Podobno to normalne po porodzie i niektóre kobiety tak mają.
Jednak nie dam rady Was doczytać. Nika gratulacje :ico_brawa_01:
Dziewczyny to która teraz w kolejce ma rezerwację?
[ Dodano: 2011-05-06, 20:47 ]
A i mój Smerfik był chyba najkrótszym ze wszystkich dzieci ale miał najdłuższe włoski :ico_haha_01:
Ostatnio zmieniony 07 maja 2011, 09:02 przez
Murchinson, łącznie zmieniany 1 raz.