25 gru 2012, 23:13
Dziewczynki nie pojechalam do domu - moja mama ma nawalone do glowy- kazde wazne wydarzenie w zyciu mi niszczy - slub chrzciny dziecka, swieta:/ Wiele w zyciu przez nia wycierpialam ale jak sie mowi - rodzicow sie nie wybiera i trzeba ich kochac - zawsze zapominalam o przykrosciach i jezdzilam, znosilam dogadywania i nigdy nie sprzeciwialam sie. Po zaproszeniu na chrzciny gdy jej powiedzialam co mysle o jej zachowaniu o tym ze nie odzywa sie do mojego meza, ze nastawia przeciwko nam rodzine, ze nie odwiedzila mnie jak poronilam to skwitowala to ze pewnie moj maz wzbudze we mnie nienawisc do niej a on wrecz przeciwnie nigdy sie nie odzywal chociaz wiele razy chamsko sie zachowala wobec niego. Szkoda mi ze tak sie to skonczylo ale ja juz sie nie odezwie do niej - teraz moje dziecko jest najwazniejsze. Przez nia mialam nerwice, bija, krzyczala , wtracala sie we wszystko - wiec koniec z tym. Jak po urodzeniu Marysi pojechalam do niej i chcialam nakarmic mala trzymalam ja na rekach chcialam sie ja nacieszyc to prawie mi ja wyrwwala z rak - i we wszystkim mnie wyreczala nic nie moglam zrobic ani jej przytulic, ani pieluchy zmienic - strasznie bylo mi przykro. Wiecie ja nie kocham chyba swojej mamy - bo strasznie przez nia cierpialam w zyciu, ona wiecznie chciala zeby do niej mowic mamusiu a mnie nigdy to przez usta nie przeszlo. .......... moze nie powinnam takichrzeczy pisac na forum ale jest we mnie tyle zalu, goryczy :( Najgorsze jest to ze mojego brata tez nastawia przeciwko nam i moje dziecko nie tylko nie bedzie mialo dziadkow ale tez i chrzestnego:( Ehh wiele bym moglam pisac ale to nie miejscie na to:(
Powiem wam jednak tyle ze spedzilam dzisiaj fajne popoludnie - przyszli do nas babcia i siostry meza z rodzina bylo milo i przyjemnie , troche zapomnialam o calym bolu....