tak chwalisz swoja polozna, to pewnie ona w duzej mierze przyczynila sie do latwiejszego rodzenia.
Myślę że to dużo daje. Bo gdyby była jakaś niemiła to nie pomogło by mi to .
Na pewno dało mi to nadzieję że są jeszcze lekarze położne pielęgniarki którzy bez łapówek czy prywatnych wizyt obsłużą cię miło.
Bo jestem bardzo zadowolona .
twoj tesc jakos przewlekle chorowal czy tak nagle sie do szpitala dostal?
Teść nie chorował wcale.Chyba tylko raz w życiu był u lekarza jak nogę złamał czy jakoś tak . Był alkoholikiem i papieroski tez palił. Mieszkał sam ,miała coś koło 73 lat dokładnie nie pamiętam. I jakieś 3-4 tyg temu zaczął skarżyć się na nogę, że go troszkę boli jak chodzi ale powiedział że to pewnie reumatyzm. Smarował ja tam czymś i przez następnym tydz chodził normalnie,jeździł rowerem.
Potem nagle znikł, leżał i tylko leżał, chodził jedynie do wc , jadł bardzo mało bo nie miała apetytu,cały czas miał ostra biegunkę. Po kolejnym tygodniu mąż zawiózł go do szpitala.Nie chcieli go zostawić bo wyniki moczu i krwi były zupełnie w normie,ale mąż nalegał bo mówi że coś jest poważnego , zna ojca i wie że to nie wymysły.Po tyg wyszło z badań szczegółowych że ma raka trzustki i są przeżuty na wątrobę.Lekarz powiedział że już nie da się nic zrobić .Teść w szpitalu już nic nie jadł ,pił tylko .Dostawał oczywiście cały czas kroplówki wzmacniające .Do wc rzadko chodził bo nie miał sił wcale. Czuł się dobrze,był pogodny.Był zadowolony z szpitala bo tam wiecznie ktoś był a w domu był sam .Lekarz chciał go juz wypisać ale nie do domu bo w domu nikt nie zapewni mu takiej opieki lecz do hospicjum. Niestety choroba była tak zaawansowana że nie zdążyli go przenieść.
Lilusia nie wchodzi ci na kolana jak trzymasz Małą?jak dajesz cyca?
Lilcia jest grzeczna.Nie jest zupełnie zazdrosna. Jak mała karmie to ona jedynie często mówi że też chce mleko do kubka lub że chce kromeczkę.Ale bez problemu czeka aż skończę mała karmić. Pomaga mi bardzo dużo,przy każdej zmianie pieluszki pomaga mi, przy ubieraniu.Ciągle siedzi przy małej ,trzyma ja za rączkę, całuje przytula .No nie opuszcza prawie na krok .Nie zabraniam jej choć boje się o małą ale staram się jej tłumaczyć uczyć jak ma się z Martysia obchodzić by jej krzywdy nie zrobić.
Jedynie mam wrażenie że ma taki lęk uraz przez to że mnie nie było w domu. Ja gdy miałam skurcze to jej nic nie mówiłam że pojadę dziś.Położyłam ja spać na noc i dopiero pojechaliśmy. Mała obudziła się rano i mamy już nie było. Brak mamy źle zniosła przez ten czas i do tej pory zdarza się jej płakać jak gdzieś idę na chwilę,lub w nocy płaczę że mamy nie ma .