17 kwie 2007, 12:53
No i nici z usg. Byłam u lekarza, ale niestety zamiast usg wysłuchałam 40 min wykładu na temat mojego podejścia do ciązy. Poszłam jak zawsze szczęśliwa, bo usg i jak zawsze mój gin pyta jak się czuję. A ja najszczęśliwsza i cała w skowronkach mówię boli mnie tylko brzuch. A on- a gdzie boli? To mówię na dole czasem z tej strony, czasem z tej. A kied boli? No czasem jak wstaję, a czasem tak po pracy, w pracy, w domu. I się zaczęło. Oczywiście nie zapomniał, że już w dwa tygodnie temu chciał mnie wysłać na zwolnienie, a ja nie, bo praca, bo na rok mnie wyłączą. Oj się mi dostało, ale ma rację. Bez ogródek zapytał się mnie, czy chcę urodzić w terminie i naturalnie, czy nie. A ja naiwna myślałam, że to normalne, że macica sie rozciąga. Oj dostało mi się i jeszcze powiedział, że do szpitala. Wystraszyłam się. Teraz mam przykaz leżenia w domu i jakieś leki. Jestem przerażona, ale miał rację. Usg musi poczekać, bo zabrakło czasu. Cieszę się za to, bo posłuchałam bicia serduszka i z dzieckiem wszystko w porządku.