Mnie dzisiaj przeszła handara.

A wczoraj nie pisałam, bo suszyłam laptopa.

Brzuchem potrąciłam szklanke i niestety wylała się zawartość.

Potraktowanie suszarką do włosów nie na wiele się zdało i trzeba było odczekać.
Mój M nie chciał być przy porodzie, ale powiedziałam, że nie obchodzi mnie to czego on chce, a przy porodzie ma być nie dla własnej przyjemności, tylko dla mojego samopoczucia i lepszego bezpieczeństawa (bo jest mi to potrzebne).

Zresztą będzie przy głowie, nie przy nogach, a jak zrobi mu się słabo, to wyjdzie.

Jeszce się wahał, ale nic już nie mówił. Szczęście w nieszczęściu w połwie ciąży był w szpitalu i przeszedł operację.

Po tym swoim doświadczeniu, stwierdził, że jednak przy porodzie chce być sam z własnej woli.
W takie rzeczy jak obrzydzenia i tak dalej, to Martuuniu nie wierzę. Sądzę, że zawsze problem tkwi gdzieś głębiej.
Moja teściowa asystowała nieraz przy trudnych porodach, bo jest pediatrą i raz opowiadała o tatusiu, który zemdlał, ale to sam chciał. Latał z kamerą i filmował żonę od nóg, po czym odpłynął

. Efekt, przesunęli go i powiedzieli, żeby zabrać złoki.

Mówiła, że od razu lepiej się pracowało, a i kobieta była spokojniejsza.

Tak więc jak ktoś ma coś takiego odstawić, to rzeczywiście, lepiej, żeby był pod drzwiami, nie w środku. Ale tak, jeśli się źle poczuje, lub poczuje, że nie daje rady, to może przecież wyjść
Wisieńko, gratulacje synka w domku.

Trafił Ci się aniołek, pozazdrościsz.

A z pokarmem to trzymam kciuki. Może wywalczysz, moja koleżanka tak walczyła i udało jej się karmić tylko piersią, choć początki wyglądały tak jak u Ciebie.
[ Dodano: 2007-08-08, 12:37 ]
A i tez uważam, że nie należy nikogo do niczego zmuszać, bo się zmusić nie da.

Ale trzeba powiedzieć o swoich oczekiwaniach wprost i wówczas podjęcie decyzji jest bardziej dojrzałe.

Trzymam kciuki Pruedence za Twojego męża i mam nadzieję, że przemyśli jeszcze.

Zresztą mojej przyjaciółki mąż też twierdził, że on nie da rady, a później, kiedy lekarz zapytał -Pan chce być przy narodzinach dziecka- bez wahania powiedział- tak.
