godz 4 nad ranem 5 sierpnia ,od rana czuje sie niespokojna ,inaczej niz zwykle, w skupieniu wyczekuje na ruchy mojego malenstwa ktore przez ostatnie dni nasilily sie wyjatkowo -jednak nic, jest tylko bol brzucha i ciagniecie na dol -nawet nie wiem jak minal mi caly dzien. o 19 umowiona bylam na porodowke i tylko ciagle zerkalam na zegarek-te godziny wydawaly sie wiecznoscia
w szpitalu -rozwarcie na 3 palce jednak jeszcze troche szyjki zostalo, podaja o 21 oxy, skurcze zamiast sie nasilac ustepuja ,po godz znowu silniejsze potem znow cisza i tak do 1 nad ranem ,odstawiona od kroplowki dostalam 2 relanium i mialam isc spac -yhy latwo mowic zanim doszlam na sale dopiero zaczely sie TE skurcze , bylam slaba polozylam sie wiec, zacisnelam piesci i tak wyczekiwalam na kolejny atak ,po godz nie bylo mowy by lezec spokojnie ,ale dalam rade ,znow czas uciekl nie wiem gdzi,e zerklam na zegarek godz 5-30 ,ide do poloznej -bada mi szyjke rozwarcie na 7 masakra ,robudzilam sie od razu ,tel do K izeby przyjechal -potem wszystko toczylo sie jak w jakims filmie ,musielismy razem liczyc bole,oddychac,wszystko to sprawialo mi trudnosci ,to kolejna godz bez wypoczynku, nawet oddech sprawial u mnie niechec i zmeczenie ,K robil oklady na czolo,ciagle powtarzal ze jestem dzielna , nagle przyszedl lekarz ,przebil wody i sie zaczelo
czulam sie dziwnie ,kazali przec a ja marzylam tylko o tym by zejsc z kozla i zasnac, slyszalam tylko glos poloznej i K zeby przec i oddychac ,przec i oddychac , ja chcialam cholerkja spac ,wiec ocknelam sie zdjelam nogi z kozla i mowie ze juz nie rodze, ze nie ma skurczy i ide spac -kazdy wielkie oczy na mnie moj K myslalam ze padnie, polozna krzyczy ze juz glowke widac, ze mam nie wariowac, kilka parc i pojde spac - to wiec prze kaze mi cisnac podczas skurczy ,to ja oddycham ,kiedy mam oddychac prze ,az uslyszalam jak serduszko mojego najwiekszego szczescia bije coraz slabiej ,wylaczylam sie od swiata ,zamknelam oczy ,zacisnelam zeby i parlam ,trzy parcia i nagle poczulam dziwnie wilgotne cieplutkie ,,cos ''na swoim brzuchu, rece zaczely mi drzec, nie wiedzialam co robic ,nie wiedzialam ze to juz ,ze ta mokra ciepla wrzeszczaca istotka to moj syn . K zaczyna plakac i wymawia tylko jedne slowa -to na syn ,nasz syn
potem pamietam tylko jak K bierze nozyce i przecina pepowine i idze razem z lekarzem i moim dzieciem gdzies do innego pomieszczenia -ja czuje pustke, dziwna cisze ,ale tez ulge ,zapominam o tym co bylo i probuje uswiadomic sobie gdzie jestem
przede mna stoi lekarz znow kaze przec -mysle, przeciez mam juz syna ,swojego syna i czemu znow karza mi przechodzic przez to wszystko ,czy moja wyobraznia jest tak silna ,ze sytuacja cala byla tylko wymyslona a wszystko przede mna -karza przec ja zamykam oczy i znow marze tylko o snie i ciagle mysle o tym jak silna jest ma wobraznia
nagle lekarz bierze nozyce igle i mowi cos ze bedzie mnie znieczulal ,ze mam sie nie ruszac bo trzeba szyc ,zamknelam oczy i zasnelam ,nie pamietam juz nic tylko tyle ulge,
ktos mnie budzi to K. poplakany z jakas mala istotna na reku, przykladaja mi go do piersi nie umie uwierzyc w to co widze ,do oczu lzy same plyna ,serce dziwnie drzy ,moj czarnutki synus chwyta piers i wraz z pierwszym pociagnieciem urachamia we mnie niesamowite poczucie odpowiedzialnosci,poczucie bezpieczenstwa ,nic wokol sie nie liczy tylko ja i moja malutka iskierka o
mimo ze nie spalam 34 godziny sam porod trwal tylko 2,5 gdyby nie K i cudowna polozna pewnie trwalo by to wieki ,bol- nie wiem czy taki byl ,z momentem kiedy maly lezal obok i ssal mleczko moje i milosc ktora mam dla niego o wszystkim zapomnialam
teraz za kazdym razem gdy popatrze na niego czuje niesamowita radosc nie przeszkadza mi zmeczenie przyjemnosc jaka daje mi karmienie i bliskosc jaka jest wtedy miedzy nami jest ,tylko nasza, wynagradza mi wszystko i w kazdym milimetrze mleka procz pokarmu przelewam mojej iskierce swa milosc