zgłaszaliśmy to do dyrektora ale pani dyrektor stwierdziła,że książki są obowiązkowe więc ...po prostu mamy się cmoknąć !
no dobra,obowiązkowe ale nie do kupienia przecież

tylko do uczenia.
a może pani wzięła łapówę od wydawnictwa

chora jakaś
Kasiulinka i własnie na powtarzaniu polega na początku nauka języka obcego
mój Bartek lubi lekcje angielskiego,jak na razie jest zadowolony

podoba mu się mówienie w innym języku
bo jak taki mały człowiek jeszcze nie umie czytać i pisać to nic innego nie można zrobić.
no,za to katecheta kazał dzieciom od razu pisać w zeszytach

szurnięty chyba

Bartek zaczął pisać ale drukowanymi literami bo pisanymi jeszcze nie umie i wygląda to tragicznie
A ta "tradycja" to jakaś dziwna skoro taka niezorganizowana

no bo jak tradycja to powinno być już jakieś doświadczenie no nie?!
co się okazało-do tej pory to dyrekcja zamawiała upominki dla dzieci a rada rodziców później płaciła za fakturę.a w tym roku jest taki przewodniczący rady że pani dyrektor bała się cokolwiek zrobić na własną rękę bo gość powiedział że on chce o wszystkich zakupach wiedzieć i bez zgody rady nie pozwala na żadne zakupy

no i dlatego tak wyszło podobno...
ale jeszcze nas panie wychowawczynie uraczyły informacją na pół godziny przed akademią że ktoś z rodziców powinien wygłosić jakieś krótkie przemówienie

i weź tu człowieku wymyśl coś sensownego w tak krótkim czasie
no ale jakoś to wszystko w końcu w miarę sprawnie poszło
a tu mój pierwszak
