My właśnie zjedliśmy, zrobiłam grliowaną pierś z kurczaka z duszoną cebulką, frytki i sałatę z pomidorem i czosnkiem. Mężulek się kimnął.
Murchinson, dobrze że z sąsiadem coś się ruszyło, zobaczył że nie może sobie bezkarnie nie liczyć się z innymi. I dobrze.
A co do mojego płaczu to wiesz ja ogólnie się nie boję że sobie nie poradzę bo uważam się za osobe dosyć zradną i lubię sobie sama ze wszystkim radzić. Czasami nawet za bardzo przesadzam bo wszystko bym chciała zrobić sama, nie umiem prosić o pomoc a potem jestem wykończona albo poprostu nie wyrabiam się ze wszystkim. Bardziej się rozkleiłam bo wczesniej nie rozmawialiśmy o tym i jakoś sobie myślałam cały czas że mężuś będzie ze mną dłużej, a on z kolei myslał że pobędzie kilka dni i do roboty bo nie będzie mi potrzebny. I jakoś tak się poczułam jakby go to nie obchodziło. . . ja muszę do pracy a ty sobie radź sama, napewno sobie poradzisz. No ale pogadaliśmy już wiem co i jak i już się nie przejmuję. Ale hormony u mnie wariują :ico_olaboga:
to jest 2 tygodnie, tak?
7 dni, chyba że się coś zmieniło.