10 wrz 2008, 14:00
Cześć Dziewczyny! Dawno się nie odzywałam, ale najgorsze już za mną. Dziękuję, że o mnie pamiętacie i myślicie.
moni26, tak strasznie się zmartwiłam kiedy przeczytałam o tym co się stało na klatce schodowej a najgorzej zabolały mnie słowa Twojej teściowej. Kobieta powinna wyluzować. Chyba nie zdaje sobie sprawy z tego jak Cię zraniła. Zapomni o niej i rób swoje. Jesteś cudowną mamą a Marti -śliczna i mądra dziewczynka jest tego dowodem :-) No i cieszę się ogromnie z działki. Trzymam mocno kciuki, żeby wszystko poszło po Waszej myśli.
mikusia, witam serdecznie. Miło Cię poznać. Mam nadzieję, że będziesz z nami pisać regularnie.
SANDRUSIA)), oglądałam zdjęcia na naszej klasie. Kubuś to już duży facet. Niedługo tatę przerośnie :-)
eve.ok, moja kochana, serdecznie gratuluję Jagusi sukcesów nocniczkowych. Od kiedy pamiętam, Jagusia zawsze była do przodu... silna, mądra dziewczynka
Magdzinka, Tobie również ślę buziaczki
A co u mnie? Po dwóch wizytach w szpitalu zadecydowałam zostać w domu i poronić samoistnie. Zaczęłam krwawić i bolał brzuch, ale brałam tabletki przeciwbólowe, zaopatrzyłam się w wkłady poporodowe i jakoś dawałam dzielnie radę. Po trzech dniach, krwawienia ustały. Myślałam, że wszystko się skończyło aż tu w poniedziałek wieczorem zaczęło się ze mnie lać, dostałam krwotok i mdlałam z bólu. Tomek zawiózł mnie do szpitala na EMERGENCY. Przyjęli mnie natychmiast. Dostałam zastrzyki, kroplówkę i okazało się, że zarodek utknął w szyjce macicy i oczyszczali mnie "na żywca". Myślałam, że umrę. Zwijałam się z bólu. Na drugi dzień było lepiej, ale USG potwierdziło, że nadal coś zalega w macicy. Dostałam tabletkę... nie pomogła. Wzięli mnie na zabieg. Pod narkozą oczyścili jamę macicy i dzisiaj jestem w domu. Tak bardzo tęskniłam za Oscarkiem. Byłam taka samotna w szpitalu. Obce miejsce, ludzie mówiący w obcym języku, ciągłe zamieszanie, kobiety na oddziale popłakujące w poduszkę po stracie dzieci. To już na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Na dzień dzisiejszy nawet nie myślę o kolejnej ciąży. Może za rok a może wcale... Mam nadzieję, że wszystko wróci do normy. Cieszę się, że mogę być z moim Dziubeczkiem w domu i kocham mojego Tomka za to jak cudownie (już po raz kolejny) spisał się jako mąż i jako tata :-)