04 paź 2007, 21:58
ladybird23, ja mogę sobie sama zaplanować plan zajęć. Na tydzień przed pierwszym zjazdem dostajemy listy przedmiotów na które można się zapisać. I się zapisujemy. W tym semestrze mamy tylko 4 przedmioty. W tym seminarium magisterskie- kontynuacja z zeszłego roku. Ja muszę jeszcze dodatkowo powtarzać jeden przedmiot z zeszłego roku bo nie zdałam egzaminu i nie podeszłam do poprawki....
Jutro w końcu spotkam się ze znajomymi na pizzy. Poza naszym weselem nie widzieliśmy się ponad 2 miesiące, a wszyscy mieszkamy we Wrocławiu. To taka nasza stała paczka jeszcze z Jeleniej Góry. Niestety moja szwagierka też z nami idzie :ico_zly: :ico_zly: :ico_zly: :ico_zly:
Miałam się na nią pożalić, więc się będę żalić i jeszcze na teściową. Już trochę ochłonęłam więc mogę wszystko opisać.
Zaczęło się wszystko od naszego wyjazdu na wieś (tam gdzie była imprezka). M. wzięła sobie tydzień wolnego przed weselem żeby pomóc rodzicom posprzątać dom (niebagatela 300m2), my mieliśmy dojechać we wtorek wieczorem, bo Mariusz dopiero od środy miał wolne. Okazało się że Monika nie mogla pojechać w weekend do domu bo była jakaś impreza, pal ją licho, myśleliśmy że pojedzie w poniedziałek z rana. Okazało się że na wtorek i środę poumawiała się z jakimiś ludźmi i dojedzie w środę albo w czwartek. My pojechaliśmy we wtorek. W domu byliśmy koło 23. W środę mieliśmy kupę załatwiania w urzędach (becikowe, zasiłek rodzinny itp) o po południu umówiliśmy się na ubieranie sali. M. dojechała i zaczęła się rządzić. że nie takie balony, że nie w ten sposób związane, że za mało, że za dużo. :ico_zly: ja cały czas biegałam pomięddzy salą a domem. To było złe bo nie pomagam ubierać sali, jak byłam na sali to teściowa do mnie dzwoni że trzeba skończyć sprzątać. Wieczorem z tej całej nerwówki zaliczyłam objęcie kibelka, Mariusz zresztą też. Zmienialiśmy się :-D położyliśmy się spać to było już dobrze po 24. W czwartek trzeba było pojechać po szwagra na lotnisko do Drezna. Pojechał teść i M. Mariusz ubierał dalej salę a ja zapierdzielałam jak mały samochodzik sprzątająć, ubierając pościel i odbierając telefony. M. jak wróciła była bardzo zmęczona i zapakowała tylko prezent. No i musiała z bratem porozmawiać, więc zamkęli się w pokoju i nic nie robili. My z Mariuszem biegi góra dół i znów zmiany w łazience. Wieczorem padliśmy jak psy, a szwagier z pretensjami że Mariusz nie chce się z nim napić. W piątek było już trochę luźniej, trzeba było tylko odebrać moją sukienkę i sprzątnąć kuchnię i łazienkę i dopilnować sali. koło 19 usiedliśmy sobie w kuchni z Mariuszem żeby się herbatki napić i w końcu spokojnie pogadać i ustalić plan działania na sobotę. Przyszedł szwagier i stwierdził ze musimy się z nim napić. Ja nie piję bo karmię to było jasne (dla wszystkich oprócz niego bo"mała whisky jeszcze nikomu nie zaszkodziła"), a Mariusz bał się pić ze względu na żołądek. P. strzelił focha i zamknął się w swoim pokoju. Rano znów bieganina, ja na 9 miałam do fryzjera, Mariusz miał przyjmować gości. Pojechałam do fryzjera z teściową i szwagierką. W drodze powrotnej teściowa mi strzela że przez to że zabroniłam Mariuszowi napić się z bratem to ten spił się i to jest moja wina. Myślałam ze się poryczę. Na szczęście w domu czekali już na mnie moi dwaj przyjaciele, przy których nie sposób płakać. Potem już tylko makijaż, sukienka i fru do kościoła. Ślubi i wesele już opisywałam. Dla zamknięcia ramy w poniedziałek dowiedziałam się bardzo interesującej rzeczy. Wieczorem kiedy już wszyscy pojechali stwierdziłam że jestem padnięta. Ma to M. powiedziała przecież ty nic nie robiłaś w domu, więc jak możesz być zmęczona, wszystko było na mojej i mamy głowie, a Ty tylko się Alą zajmowałaś :ico_zly: przeryczałam całą noc. Rano teściu mnie przepraszał za nią, bo ona na wczasy pojechała, a my z Mariuszem musieliśmy do konca posprzątać.....