10 paź 2007, 10:36
witajcie, miałam jednak nadzieję że z K@tką będzie wszystko ok, :ico_placzek: jakie to niesprawiedliwe, kobieta pragnie sałym sercem dzieciątka i spotyka ją nieszczeście a inne te złe nie chcą dzieci i mają... to jest okrutne... ja codziennie Bogu dziękuję za Mateuszka, nie wyobrażam sobie teraz życia bez niego... a wracając jeszcze bo smutnych rzeczy to moja szwagierka będąc w ciązy ciężko pracowała, pomagała teściowi w hurtowni, dźwigała i takie tam, oczywiście nie mówiąc nikomu że jest w ciąży, w pewnym momencie dostała krwawienia, było nieciekawie, wylądowała w szpitalu, miała usg i ordynatorka która ja badała stwierdziła że płód jest martwy i już wyznaczała termin zabiegu, a drugi lekarz popatrzył na to usg i powiedział że płód jest żywy... i gdyby nie ten gin to usunęłaby jej dziecko....i tak urodziła zdrowego chłopczyka.... dlatego myślałam że nie wszystko stracone
Mateusz wczoraj mnie cholernie zaskoczył, po kąpanku zjadł 240 ml kaszki ryżowej z jabłkami nie wiem gdzie mu się to mieści... i znów ja niemądra miałam nadzieję na przespaną noc a tu niestety nie ma tak łatwo...mały pieronek
jutro szczepienie aż jestem ciekawa ile waży...