Przeczytałam tylko dwie stronki tego wątku i juz łezki się w oczach kręcą
jak to było u nas?
podjęlismy decyzje o powiększeniu rodzinki jakos w wakacje 2007, z tym że na realizacje postanowilismy poczekac do pazdziernika. No i udało sie w pierwszym cyklu, test zrobiłam 20. 10., o godz. ok 4.30

spania nie miałam, obudziłam mojego m. mówiąc mu że własnie spadł śnieg (to była prawda, pierwszy śnieg tego roku). jak już otworzył oczy to pokazałam mu tescik, w jego oczach radość przeplatała się z lękiem, jak to bedzie, wszystko sie zmieni itp. itd.
Potem 9 miesięcy, radości, niepokoju, humorków , zmęczenia, 3 pierwsze pełne mdłości

teraz się z tego śmieję ale wtedy płakałam obejmujac muszlę

warto było oczywiście
w piątek 27.06 wstałam koło 7mej i zdziwienie bo coś kap, kap na podłoge. Mąż w pracy, ja nie wiem czy to JUŻ czy nie. Oczywiście siadłam do kompa, na TT i klikałam z dziewczynami bo stwierdziłam że to pewnie jednak nie wody, ale co jakiś czas było to kap kap więc zadzwoniłam do męża ,przyjechał wcześniej z pracy i do Krakowa na ujastek wyprawa- ok 1,5 godz. jazdy, południe, korki... Na ujastku wyczekaliśmy się ponad godzinę aż w koncu jakis lekarz się pojawił, oświadczył że nie ma miejsc, owszem wody mi się sączą ale do porodu jeszcze daleko i mam jechać do innego szpitala.
Pojechaliśmy na Rydygiera, złapała nas mega ulewa, kwadrans czekaliśmy na parkingu pod szpitalem, dobrze że skurczy nie miałam i nic nie bolało
no i niespodzianka, tu lekarz próbował mi wmówić że to nie wody sie sączą

i mnie chciał na patologii położyc.ale ja uparcie twierdziłam że to wody, na ujastku to potwierdził lekarz przecież. więc zbadał mnie jeszcze jeden lekarz i stwierdził że chyba faktycznie mimo tego że pęcherz "sie bada" czyli nie pekł, jakaś dziurka musi byc. ok. 18tej dostałam oksytocyne, skurcze przyszły dopiero ok 20.30 ale już takie silne i częste od razu. do 1.25 czas leciał jak szalony. a o tej własnie godzinie czas przestał mieć jakiekolwiek znaczenie, bo zobaczyłam pierwszy raz i poczułam ciepło mojego Cudenka. Był taki Malenki, bezbronny i głośny. pokochaliśmy Go na zabój i tak jest do dziś. juz nie jest taki Malenki, bezbronny tez mniej. ale wrzaskliwy tak samo

Kochamy Go najmocniej na świecie
